Szczotka do masażu na sucho DIY :)

Dziś pokażę Wam jak zrobić szczotkę… Szczotkę, której będziecie używać codziennie… I zrobimy ją sobie z takiej innej szczotki, której pewnie nigdy byście nie użyli…

Nowoczesne wzornictwo ma tylko jeden standard. Jest nim prostota, która jeśli już w ogóle wyjdzie z mody, to i tak wróci z wielkim przytupem za dwie czy trzy dekady i ani się obejrzysz, a mieszkanie Twojej babci będzie bardziej „trendy” niż Twoje (i to za sprawą meblościanki i mebelków na cienkich nóżkach, na które dopiero co patrzyliśmy z politowaniem, a teraz by się powiedziało – babcia, daj…). A jeśli dodamy do tego proste formy i naturalne materiały, zawsze uzyskamy jeden wynik – jakość. I ta znowu gada o jakości…

Jakość czy konsumpcja

Bardzo dobrym przykładem doskonałej jakości, jest pewien kuchenny sprzęt u moich rodziców… Stara ostrzałka do noży – stalowa oprawa, nitowane talerzyki i drewniana rączka. Jest w rodzinie od kilku pokoleń i jedyną rzeczą, która może jej zagrozić jest tylko kradzież lub zaginięcie… Ale po co kupować rzeczy, które się nie zepsują, skoro można mieć całą szufladę plastikowych ostrzałek, które nie ostrzą. Najważniejsze, że były tanie. Czy to znaczy, że poddaliśmy się w poszukiwaniu jakości? A może nigdy jej nie szukaliśmy? Czy zastanawiamy się nad tym, że wyrzucamy pieniądze na badziewie?

Nie. Po prostu pogodziliśmy się z konsumpcją.

Z tym, że wszystko przemija.

Dzieciństwo, młodość, miłość… Przemija, zużywa się, wypala. I my też się wypalamy. W kółko powtarzamy, że życie boli czy tam kopie, nawijamy o dojrzewaniu, asertywności, bezwzględności czy tam utwardzaniu tyłka, a co tak naprawdę nam twardnieje?

A no serce nam twardnieje.

Uratowany piesek, bestialsko traktowany przez byłego właściciela, sprawia, że ryczymy jak bobry… A łzy drugiego człowieka? Niezły aktor… Wielkie brawa! /Albo – dorośnij – miękka fajo niedojrzała… Komunikat nowoczesnego świata jest jasny i klarowny – kupuj, wyrzucaj, bierz, gdy trzeba – wyszarpuj, bądź twardy (bezwzględny), nie ufaj nikomu, kradnij, gdy trzeba – taranuj, gdy trzeba – olewaj, dla zasady i priorytetowo korzystaj z życia, czyli innymi słowy – myśl tylko o sobie…

Żyj szybko…

Naprawdę mam wielką nadzieję, że to, co tu napisałam jest dla Was czystą abstrakcją. Bo gdyby właśnie tak wyglądało nasze życie, jaki właściwie byłby jego sens? Po prostu żyliśmy… Tak sobie? Nikomu nie przynosząc korzyści? Tylko biorąc? Pomijając konsumpcję, z którą od lat walczę na tym blogu, w ogromnym stopniu sama taka byłam. Często powtarzałam sobie, że wszystko mi się należy, bo przecież nie jestem gorsza od nikogo i tak skupiając się na tej swojej „gorszości”, wiecznie chodziłam w ciemnościach, martwiąc się, bojąc, smucąc i wiedząc, że za wszelką cenę muszę dogonić świat i wyrwać z niego coś dla siebie…

Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że są wśród Was osoby, które zaraz dostaną dreszczy złości na całym ciele, widząc tu  takie słowa, jak „Biblia”, „Bóg”, „Jezus”… Miałam takie same dreszcze, gdy z politowaniem patrzyłam jak kolejny celebryta udaje świętego, gadając jakieś dyrdymały o Bogu. Swoją głupotę i ignorancję zrozumiałam dopiero wtedy, gdy jak bóbr ryczałam nad listami Pawła… Nie wierzycie, że zwykła książka może przynieść takie ukojenie, że odmienia całe życie? A „mleko i miód” to pewnie przy łóżku trzymacie, zachwycając się narracją, która tak przytula i głaszcze?

Umiesz liczyć…

Bo właśnie o tę biblijną narrację chodzi… Nie da Ci tego żaden kołcz, ani trener personalny… Nasz mózg szybko uzależnia się od dopingujących słów, ale na co nam one, gdy w siebie nie wierzymy? Serio, działają na Was słowa „dasz radę!” i „rusz dupę!”? Pewnie działają, pod warunkiem, że ktoś drze się nad uchem… Codziennie… Stale…

A co powiecie na „zawsze będę przy Tobie”, „wybaczam Ci” i „nigdy nie pozwolę Ci upaść”?

Jak często liczymy tylko na siebie, wierząc w swoją siłę i godząc się z tym, że nadal pozostajemy słabymi. Godzimy się z tym, że wciąż upadamy, bo przecież podnosimy się silniejszymi i twardszymi. Nie mamy już serca ani duszy, ale wciąż pozostaje nam siła i determinacja w drodze na szczyt… Jeszcze wszystkim pokażemy! I gdy już tam jesteśmy, jakoś wcale nie jest nam lepiej, bo nadal nie zapominamy o użalaniu się nad sobą i rozmyślaniu o tym, jak to nikt w nas nie wierzył i jak im teraz pokazaliśmy i jak zostawiliśmy ich daleko w tyle. Kiedy byliśmy mali, inni się z nas śmiali… Teraz jesteśmy wielcy i co? Tak nam wreszcie śmieszno? Wreszcie możemy sobie trochę popękać ze śmiechu, patrząc na innych z góry? Przypominając im w kółko, że jesteśmy w czymś najlepsi i pierwsi w kraju i na świecie? Niech widzą ci co nie wierzyli? Niech mają za swoje? A kogo to obchodzi… Jeszcze tylko nowy samochód i już będziesz szczęśliwy? Nie. Jeszcze tylko nowy dom i już pełnia szczęścia? Nie. Jeśli każdego dnia osiągasz kolejne małe cele, a wciąż jesteś nieszczęśliwy, to znaczy tylko jedno. Ty w ogóle nie żyjesz! I jeśli nie zmienisz podejścia, nie będziesz żyć ani dziś, ani jutro, ani później, ani nawet na szczycie pełnym sukcesów!

No pewnie, że jest na to rada! <3

Kto z nas ma prawo wymierzać sprawiedliwość? Wystarczy uwierzyć, że On to zrobi… Kto z nas ma prawo oceniać innych? Wystarczy uwierzyć, że On ich oceni… Kto wie o nas wszystko i zna każdą naszą myśl? Wystarczy uwierzyć, że On wie i zna… Tylko w ten sposób nie upadniemy, nic nas nie zmieni, nasze serca wciąż będą z ciała, a nie z kamienia… Nigdy nie stracimy wiary w drugiego człowieka i nigdy nie stracimy WIARY! I zawsze będziemy mieć nadzieję i radość i spokój i wreszcie zaczniemy żyć tu i teraz! Będziemy zawsze szczęśliwi nawet nie posiadając wiele. I wiecie czego żałuję? Że tak późno to zrozumiałam <3

Dlatego tak bardzo mi zależy, żebyście nie marnowali czasu… ale ja nie o tym! :*

Wiem, wiem, nie macie już do mnie siły… Jestem teraz takim kaznodziejskim pająkiem, który zwabia Was tu fajnym DIY, a potem chaps! I już prawi morały, jak jakiś klecha… Szczotka!

Szczotka do masażu ciała

Tak straszliwie Was zagadałam, że nie będę już gadać o korzyściach płynących ze „szczotkowania na sucho” (znajdziecie sobie w internetach). Powiem tylko, że taki masaż usuwa pajączki, siniaki, krostki, wygładza i ujędrnia skórę. W skrócie – masaż i detoks całego ciała, uzyskany jedynie w 5 minut!

Wcześniej używałam do tego celu szczotki z włosia dzika, którą pokazywałam tutaj. Niestety dzik drapał, wchłaniał wodę i strasznie długo sechł po umyciu, więc znalazłam inne rozwiązanie – szczotka do butów! Leży wygodnie w dłoni, końskie włosie nie wchłania wody i nie drapie tak bardzo, jak dzik, czyli mogę ją stosować również do twarzy – biere (nowa, nieużywana ofkors). Oczywiście nie od razu, miła nie od razu, będziesz się nadawać do kontaktu z ciałem, ale już ja cię podrasuję…

Bardzo dobra jakościowo szczotka z drewna bukowego, pokryta lakierem bezbarwnym. Włosie jasne – końskie. I początkowo używałam jej w tej formie, ale miała dwie malutkie wady – wypadała z ręki, oraz była dość ostra przy dolnych krawędziach (lakier utwardza drewno, miałam też wątpliwości, czy nie będzie uczulał, przy codziennym kontakcie ze skórą). No to szlifujemy! Cały lakier i wszystkie ostre krawędzie załatwiłam papierem ściernym (40 i 60).

W następnym kroku zafundowałam szczotce porządne olejowanie. O ogromnych zaletach olejowania drewna, dowiedziałam się od Ani z bloga Projekt Cacko. Wiedzieliście, że samo olejowanie surowego drewna, w zupełności wystarczy, by przygotować je do kontaktu ze skórą? Z takiego drewienka robi się np całkowicie bezpieczne gryzaki dla niemowląt. Po prostu bierzesz olej (najlepiej lniany), nakładasz, czekasz pół godziny, ścierasz, powtarzasz i gotowe.

Odkurzyłam swoją walizkę z ciężkim sprzętem, którego od lat się bałam (prezent od męża, a jeszcze wtedy narzeczonego – Dremel 3000). A ponieważ już niczego się nie boję, wywierciłam piękne otwory na… rączkę, którą zrobiłam z kawałka skóry licowej, pomalowanej na uroczy, brudny róż. No to teraz moja ulubiona część – skręcanie! (jak ja uwielbiałam w dzieciństwie zabawkę!)

Nie miałam pojęcia czy te śrubki są rdzewne, więc pomalowałam je różową emalią i… mój osobisty, różowiutki masażysta gotowy <3

Latem, gdy tu zwiewna sukienka, a tam odkryte ramię, możecie się z nim w ogóle nie rozstawać! Dreszcze gwarantowane, ale tylko te przyjemne! <3

Zawsze można też poprosić męża o pomoc i wybuchając przy tym nieskrępowanym śmiechem, stworzyć podobny dialog:

/Małżowina – prosząco/ – Misiuuu, wyszorujesz mnie?

/Małżon – z zawadiackim uśmiechem/ – A co… Brudna jesteś? <3

Buziaki! :*

/Antyweszka – Klecheszka

Antyweszka
antywieszak@gmail.com

Ja tu jestem małym drzewkiem, a to są moje małe owoce... Jeśli są przeciętne lub złe, po prostu je tu zostaw... Ale jeśli są dobre i inspirujące, proszę podaj je dalej, abym mogła rosnąć i przynosić Ci coraz lepsze <3 "Nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa, tylko Ten, który daje wzrost - Bóg" /1Kor.3.7

42 komentarze
  • Wiola
    Posted at 21:27h, 30 lipca Odpowiedz

    Cześć. Juz Cię uwielbiam. Jestem tu pierwszy raz, ale mnie ujęłaś. Będę zaglądać. Pozdrowienia

  • Marlene
    Posted at 21:40h, 11 czerwca Odpowiedz

    Hmm… zadziało się właśnie coś dziwnego. Od dłuższego czasu zapominałam o tym, że Twoja strona istnieje, przepraszam 😀 ale przypomniała mi się Twoja pasta cukrowa i zajrzałam tutaj. I zobaczyłam tę szczotkę. Jak ja jej potrzebuję, to nie masz pojęcia 😀 właśnie dzisiaj zaliczyłam dosłowne załamanie nerwowe nad moimi pajączkami, wypróbuję masaż na sucho na pewno! A już fragment o Bogu rozwalił mnie na łopatki – widać Trójca nawet jak ja nie Przyjdę do Niej, znajdzie mnie. Dziękuję za przypomnienie tych największych wzruszeń. Mimo że teraz temat ten nie jest mi tak bliski, jak powinien. Nie widzę żadnego narzucania poglądów w Twoim wpisie. Ot, szczęśliwostki Twojego życia, czemu nie podzielić się tym z innymi, jako metodą życia lepszego, piękniejszego? Dziękuję za to 🙂

    • Antyweszka
      Posted at 09:09h, 12 czerwca Odpowiedz

      Włosie końskie jest delikatniejsze niż dzika, więc jeśli będziesz cierpliwie masować, na pewno pomoże i nie zaszkodzi 🙂 Moje pajączki zmieniły się w siniaki i bezpowrotnie zniknęły 🙂 A to o Bogu docenili chyba wszyscy na których mi zależało 🙂 Bo jeśli ktoś szuka w drugim człowieku tylko zła, czy sam jest dobry? Trudno to zrozumieć, ale cały czas uczymy się czegoś nowego 😉

  • xki
    Posted at 02:20h, 11 czerwca Odpowiedz

    Antyweszko,

    Ostatnio pisałaś że Twoje osobiste poglądy to „tylko na SM” a fani diy mogą sobie czytać bloga. No to jestem na blogu.

    Obrażasz wszystkich którzy mają inne poglądy niż Ty, mówisz że błądzą i czegoś im brakuje.

    Osobiście uważam że fanatyzm w każdej postaci (i weganizm, i muzułmanizm, i chorobliwa religijność jaką nam serwujesz odkąd wyszłaś za mąż) świadczy o brakach i problemach u nadawcy a nie odbiorcy.

    Zgodzę się też z popularnym stwierdzeniem że religia jest jak penis – możesz być z niej bardzo dumna, ale nie musisz wciskać jej na siłę ludziom którzy tego nie chcą.

    Jasne, nie muszę tutaj zaglądać. Tylko że od wielu lat (pingera i artykułów o Tobie na o2 że zimą zakładasz kilka par rajstop jedne na drugie) traktowałam cię jako wzór do naśladowania, mówiłam o Tobie innym, cieszyłam się na myśl że może znowu napisałaś coś ciekawego, czegoś się od Ciebie dowiem lub nauczę.

    A tutaj nagle zamiast wirtualnej przyjaciółki z twojego bloga wyskakuje obleśny, spocony ekshibicjonista i robi swoje na moich oczach.

    Nie da się gwałtem i przemocą zmusić nikogo do miłości.

    • Antyweszka
      Posted at 12:47h, 11 czerwca Odpowiedz

      „Szczęśliwszą jest rzeczą dawać aniżeli brać” Dz.Ap.20:35
      Tylko tyle chciałam przekazać w tym wpisie. A tego, co mi napisałaś, teraz wstydź się przed wszystkimi.

      • SoOwl
        Posted at 12:02h, 10 lipca

        A ja się niestety zgadzam… Super jest to, że pokazujesz, jak naprawiać i przerabiać, a nie wyrzucać i kupować. Super jest to, że motywujesz, na wesoło i półpoważnie, że jesteś skarbnicą pomysłów, czasem szalonych, ale (prawie) zawsze skutecznych.

        Super jest też to, że odnalazłaś siebie w jakimś.. celu? Idei? coś w ten deseń…

        Nie-super, że masz taką potrzebę o tym trąbić. „Po owocach ich poznacie”…? To potrzebne są cytaty pod każdą szczotką, parą butów czy czymkolwiek? Zwłaszcza, że… (mam nadzieje, że nie zabrzmi to niemiło czy coś – w pisanym tekście nie ma intonacji,tonu…) do tej pory dzieliłaś się z nami w bardzo subtelny, miły i z humorem sposób małymi szczegółami swojego życia. Innymi słowy – jeśli dobrze zrozumiałam – najpierw był ślub cywilny? I wspólne gospodarstwo? a potem dopiero kościół, wielka feta, biała suknia… czyli jak już się „odbębniło”, ksiądz odpukał w konfesjonale, to można odetchnąć i zacząć tak po katolicku? Czyli pakować słowa Pana Boga tam, gdzie pasują i gdzie nie, osądzać ludzi z góry, patrzeć z pogardą, jeśli żyją inaczej, a samemu na każdym kroku krzyczeć, że się jest dyskryminowanym za wiarę… Chrześcijaństwo jest czymś dokładnie przeciwnym.
        Wybacz, nic mnie tak w życiu nie odrzuca, jak hipokryzja. Serdecznie życzę Ci dalszych cudnych pomysłów na blogu i poza, szczęścia na takiej drodze, jaką zdecydujesz się pójść. Wiem, że „strata” jednego takiego czytelnika, jak ja, nie zaszkodzi Ci – i dobrze, bo nie to jest moim celem.
        Za to ja się czuję, jakbym kogoś straciła. Ale trudno, c’est la vie 😉

      • Antyweszka
        Posted at 07:13h, 11 lipca

        Jakieś 90% Twojej oceny mojej osoby jest błędne. Naprawdę nie boisz się tak krzywdząco kogoś oceniać?

    • Ula
      Posted at 01:34h, 31 lipca Odpowiedz

      Ja z bólem serca dołączam do tych komentarzy.
      To cudowne, że odnalazłaś swoją drogę – niestety szkoda, że w taki sposób odziaływuje to na Twoją blogową działalność. Kliknęłam na posta, otworzyłam w nowej zakładce, kiedy wróciłam, nie sprawdziłam co to. W połowie wywodu musiałam zacząć scrollować na dół, bo nie chciało mi się wierzyć, że coś takiego kliknęłam.

      Urodziłam się i wychowałam w rodzinie katolickiej – takiej prawdziwie katolickiej, gdzie rodzice naprawdę próbowali przekazać nam Wiarę, a nie kazali nam chodzić do kościoła „bo tak”. I ja, jako już mniej-więcej ukształtowany człowiek, odrzuciłam ich wiarę. Z częścią wartości się zgadzam, z częścią nie, ale chodziło mi bardziej o ten pogląd zakładający, że MY mamy rację, a ONI błądzą w ciemnościach, biedacy. W założeniu nie miało być to pogardliwe, ale ja często tak to odbierałam. Wydaje mi się, że zakładanie, że ma się rację jest szalenie ryzykowne i nie podejmuję się już tego. Przecież może nawet teraz się mylę 😉

      Więc proszę, jako wieloletnia czytelniczka, przemyśl to jeszcze raz. Czy naprawdę wolisz raczyć nas swoimi przemyśleniami we wpisie o szczotce do ciała, czy pozwolić się nam poznać po owocach 😉 Oczywiście nie chcę Ci narzucać opinii, decyzja, jaką podejmiesz na pewno będzie dobra dla Ciebie na ten moment (tak ja wszystko, co przygotował dla Ciebie Bóg (serio, bez ironii)).

      Bo ja już szczerze mówiąc nie wiem, czy obłożyć to drzewo jeszcze na rok i liczyć, że wyda owoc, czy uciekać na jakieś inne pole i zapomnieć, że kiedykolwiek tu byłam.

      • Antyweszka
        Posted at 14:41h, 31 lipca

        Mogłabym Ci powiedzieć, że w kwestii religii zrobiłam to samo, co Ty, ale po co? Czy podejmiesz chociaż ułamek próby zrozumienia „ale jak to?”. Czytam ten komentarz i z kilometra widać, że wrzucasz mnie do jednego wora z każdym, kto uważa się za kogoś lepszego, gardzi ludźmi, generalnie przypisujesz mi najgorsze cechy charakteru tylko dlatego, że przyznałam się do wiary. Mogłabym zaproponować Ci kontakt mailowy, ale po co? Ty i tak już nie chcesz mnie znać.

      • Ula
        Posted at 22:09h, 01 sierpnia

        Nieprawdą jest, że nie chcę Cię już znać. Nie wrzucam Cię do jednego wora, szanuję Ciebie i Twoje decyzje. Bardzo mi przykro, że nie udało mi się wyrazić mojej prośby w sposób, który by Cię nie uraził. Widzę, że decyzja jest na podjęta na 100% i nie będę Ci więcej sugerować jej zmiany. Nie przypisuję Ci także najgorszych cech charakteru za wiarę – nie napisałam o tym, ale mimo rezygnacji z udziału w obrzędach religijnych, nie zmieniłam wszystkich wierzących znajomych na niewierzących. I wierzę, że wiara lub jej brak ma niewielki związek z byciem dobrym/złym człowiekiem. Kontakt mailowy wydaje mi się zbędny – obie mamy swoje stanowiska i będziemy ich bronić 😉
        Dziękuję Ci za wszystkie inspiracje i pomysły, do jakich mnie natchnęłaś. Byłaś pierwszą i tak naprawdę jedyną polskojęzyczną blogerką DIY, której wszystkie posty przeczytałam.

        I tak jak już napisałam – cieszę się, że odnalazłaś swoją drogę. Może ja też któregoś dnia wrócę do Kościoła, nie wiem. W każdym razie przepraszam, że poczułaś się urażona i dziękuję za tyle pomysłów. Nowa forma bloga mi nie odpowiada, ale oczywiście szanuję Twoją decyzję.

        Wszystkiego dobrego!

      • Antyweszka
        Posted at 12:25h, 02 sierpnia

        Pierwsze zdanie mojej odpowiedzi do Ciebie, było najważniejsze i kluczowe. Zostawiam do przemyślenia 🙂 Pozdrawiam 🙂

  • Joanna
    Posted at 22:44h, 10 czerwca Odpowiedz

    Już jakiś czas temu się zastanawiałam nad szczotkowaniem ciała, bo często o nim wspomina Kasia z worqshop. Po tym wpisie pewnie się zdecyduję spróbować i przygarnę taki gadżet – w końcu to kolejna okazja, by zrobić coś własnoręcznie 😉

    • Antyweszka
      Posted at 12:51h, 11 czerwca Odpowiedz

      Najlepsze są takie projekty, które posłużą przez lata 🙂

  • Paucia
    Posted at 07:03h, 09 czerwca Odpowiedz

    Antyweszko a gdzie się kupuje takie fajne szczotkie? Żeby to było z konia a nie jakaś syntetyczna konina?

    • Antyweszka
      Posted at 00:05h, 10 czerwca Odpowiedz

      Moja jest od chłopaków z Multirenowacji 🙂 Nie kupisz tam bubla 😉

  • Kasia
    Posted at 21:28h, 07 czerwca Odpowiedz

    Stosuję od dawna, tylko mam prostokątną 🙂 Sprawdza się świetnie 🙂 Mówiłam już, że Cię uwielbiam?
    Pozdrawiam

    • Antyweszka
      Posted at 22:02h, 07 czerwca Odpowiedz

      <3

  • justice
    Posted at 19:59h, 07 czerwca Odpowiedz

    Haters make you famous 😀 Chyba nawet wiem który to 🙂
    Ja to widzę tak, blog dorasta, ale niektórzy czytelnicy, bądź byli czytelnicy jeszcze muszą 😉
    Obserwuję Cię od dość wczesnych pingerowych czasów. Co dziwne, pamiętam że trafiłam do Ciebie po Twoim pojawieniu się na ‚głównej’ tlenu (teraz czuję się jak jakiś dziwny psycho fan). Zawsze lubiłam wpadać na Twojego bloga, bo też mam w sobie zmysł takiego majsterkowicza-kombinatora, zamiłowanie do lumpeksów itd itp i robisz dobrą robotę 😀
    Miło wiedzieć, że jest też coś więcej, a piszę to jako agnostyk, wystarczyło po prostu zrozumieć przekaz.

    • Antyweszka
      Posted at 22:01h, 07 czerwca Odpowiedz

      Agnostycy przynajmniej szukają 🙂 I ja wiem, że kiedyś znajdą 🙂

  • Pati
    Posted at 07:38h, 07 czerwca Odpowiedz

    Po tym poście żadna szczotka do butów nie będzie już dla mnie zwykłą szczotką 🙂
    Gratuluję odwagi i cierpliwości w odpowiadaniu na komentarze. W ogóle dla mnie to ciekawe zjawisko, skąd takie ostre reakcje niektórych… ja gdy zaglądam na blogi gdzie króluje np. joga czy weganizm, z którymi mi nie po drodze jakoś nie czuję potrzeby wylewania na nikogo oburzenia, nikt mnie do czytania nie zmusza.
    Jeśli mogę zapytać, to przebrnęłaś też przez te dziwne niekiedy księgi Starego Testamentu? Ja poza tymi o niezaprzeczalnych walorach literackich znam tylko ‚klasyki’ z tej części Biblii i czasem mi z tego powodu głupio, ale opornie mi szło ich czytanie, a przebrnąć ‚dla zaliczenia” mnie nie satysfakcjonuje. Szukam sposobu, żeby jakoś je dla siebie odkryć, ze tak powiem ;p

    • Antyweszka
      Posted at 10:28h, 07 czerwca Odpowiedz

      Kiedyś razem z mężem byliśmy świadkami pewnej rozmowy. Siedzieliśmy w kuchni u moich rodziców, posprzeczaliśmy się o coś i po prostu nie odzywaliśmy się do siebie. Za oknem bawiły się dzieci sąsiadów. I usłyszeliśmy taki tekst jednego z dzieci – „Nie jestem lekarzem, ale chyba masz złamaną nogę”. Wybuchnęliśmy śmiechem i było po kłótni 🙂 Nawiązując do tej historii, każdej osobie atakującej mnie za wyznanie, powiedziałabym to samo – „nie jestem psychologiem, ale chyba masz złamane serce”. I tak sobie myślę, że gdybym sama mocno zakorzeniła w sobie, że Boga nie ma i koniec, zareagowałabym tak samo. A co do czytania Ksiąg Proroctw, jak i całej Biblii, to powiem Ci, że tego nie można czytać samemu, ale Towarzysza pozostawię już w Twoim domyśle 🙂

      • Pati
        Posted at 11:45h, 07 czerwca

        I wszystko jasne 😀 Dzięki.

  • Dżanetka
    Posted at 07:11h, 07 czerwca Odpowiedz

    Cieszę się, że mogę na Twoim blogu poczytać o fajnych DIY. Podoba mi się również to, że potrafisz otwarcie mówić o wartościach, które wyznajesz. To co napisałaś zapewne zostanie odczytane jako tylko nawracanie innych. Tymczasem Ty opisałaś tu, to co tak naprawdę sprawia, że życie staje się bezsensowne i płytkie.

    • Antyweszka
      Posted at 10:59h, 07 czerwca Odpowiedz

      W zadaniu matematycznym liczy się tylko jeden wynik. W życiu też jest tylko jeden klucz do szczęścia – miłość 🙂

  • ANIA
    Posted at 20:34h, 06 czerwca Odpowiedz

    Pod jakimś filmiki em na yt przeczytałam Twój bardzo negatywny komentarz odnoszący się do religii, pomyślałam sobie na nie znowu kolejna osoba obrażająca Boga w którego wierzę. Najłatwiej jest obrażać oceniać innych i mieć popularne poglądy… czytając ten wpis powiem Ci szczerze gratuluję odwagi i bycia pod prąd, ciesze się że tu zajrzałam. POWODZENIA 🙂

    • Antyweszka
      Posted at 21:23h, 06 czerwca Odpowiedz

      „Po owocach ich poznacie. Dobre drzewo nie może przynosić złego owocu, a złe drzewo nie może przynosić dobrego” 🙂

  • bsw
    Posted at 18:48h, 06 czerwca Odpowiedz

    O ranyyyyy, ale że usuwa pajączki?! Antyweszko, naprawdę? :O Zajarałam się okrutnie, ale jeszcze lekko nie dowierzam! Zdradź coś więcej <3

    • Antyweszka
      Posted at 21:32h, 06 czerwca Odpowiedz

      Nie wiem czy można to zaliczyć do pajączków, ale miałam ma udzie takie fioletowe żyłki. Parę miesięcy je miałam, nie znikały i zaczęłam się martwić, że zrobią się z tego żylaki albo co… Rozmasowałam porządnie szczotką i przeraziłam się następnego dnia, widząc w tym miejscu ogromny, brązowy siniak… Który potem zrobił się żółty i zniknął 🙂 Razem z fioletowymi żyłkami! 🙂

      • bsw
        Posted at 21:34h, 06 czerwca

        No i jak się w Tobie nie zakochać? 😀
        (Że o pokarmie dla duszy nie wspomnę 😉 🙂 )

      • Antyweszka
        Posted at 21:56h, 06 czerwca

        Moja dusza głodowała przez tyle lat, że gdy w końcu zaczęłam ją karmić tym najlepszym z możliwych chlebów, ryczałam nad tą kromką jakby mi właśnie zwrócono największą życiową stratę 🙂 Do tamtej chwili nie wiedziałam co to znaczy się naprawdę wzruszyć łzami prawdziwego szczęścia 🙂

  • Eliza
    Posted at 17:06h, 06 czerwca Odpowiedz

    Prawda kole oj kole niektórych <3

    • Antyweszka
      Posted at 21:42h, 06 czerwca Odpowiedz

      Jak już wspominałam, każdy ma swoją prawdę. Jeden ma podyktowaną światopoglądem, inny drogą poznania, jeszcze inny edukacją, a kolejny wygodą i po prostu tym, co lubi. Nie nam oceniać 🙂

  • eR
    Posted at 11:23h, 06 czerwca Odpowiedz

    Od dziś usuwam z ulubionych.
    Z całym szacunkiem i tolerancją… dłużej się nie da. Niektórzy wierzą w coś innego, ale jak widać nie można, bo to złe. Szczota diy to dobry pretekst do narzucania swoich poglądów i między wierszami oceniania innych. Słabe. Od dłuższego czasu wchodząc na Twój blog czuję się jak w niedzielę o 10 rano kiedy to wyznawcy pewnej sekty dzwonią dzwonkiem do moich drzwi. Co dziwne nie dociera do nich, że sobie tego nie życzę. Wiem, że to Twoje miejsce w sieci, ale serio?! Dla kogo je prowadzisz? Dla siebie?

    • Antyweszka
      Posted at 11:55h, 06 czerwca Odpowiedz

      Też widziałam w ludziach tylko zło, wyrachowanie, podłość, obłudę i najgorsze możliwe intencje… Szlag mnie trafiał, że ludzie mogą być tacy albo siacy… A teraz widzę, że oni wcale nie musieli tacy być, tylko ja ich takimi widziałam. Bo oceniałam. Wybacz, że podniosłam Ci ciśnienie, ale fragment o ocenianiu ludzi też znajduje się w tekście… Dzięki, że byłaś i do zobaczenia może kiedyś 🙂

    • OT
      Posted at 13:44h, 06 czerwca Odpowiedz

      Ja też byłabym chętna na wersję „o diy bez nawracania”. Pozdro.

      • Antyweszka
        Posted at 14:44h, 06 czerwca

        Ta wersja jest dostępna od zawsze i wielu czytelników sobie chwali 🙂 Nazywa się „obraski” i polega na scrollowaniu początkowego tekstu 🙂 Nikt nigdy nie miał z tym problemów 🙂

    • Olasińska
      Posted at 14:32h, 06 czerwca Odpowiedz

      Er, ej no to weź się podziel w co wierzysz jak to takie złe? Jak ktoś wierzy w wolność pokazywania gołej dupy to sobie znajdzie religię gołej dupy. Proste.

      • Antyweszka
        Posted at 21:43h, 06 czerwca

        Każdy ma swoją prawdę, ale gdybym wierzyła w potwora spaghetti, moje poglądy nikomu by nie przeszkadzały 😉

    • Żan
      Posted at 19:56h, 06 czerwca Odpowiedz

      Irytuje mnie to jak wybiórcza jest współczesna tolerancja. Nie spotkałam jeszcze strony, na której ktoś byłby krytykowany za wrzucanie tekstów o jodze, hinduizmie etc. na swoich stronach, a jak się pojawia tekst, który można otagować jako „kato” to już staje się to be, nachalny i frajerski, Serio to jest tolerancja? Nie chce rozpętać jakieś „gównoburzy”, ale jak ktoś powołuje się na tolerancje i następnie krytykuje czyjeś poglądy w tak obraźliwy sposób, to ja tolerancyjna nie jestem.

      P.S. A swoją drogą Antywieszko możesz napisać jak używasz szczotki, albo przekierować do jakiegoś sprawdzonego źródła?

      • Antyweszka
        Posted at 21:28h, 06 czerwca

        Zamiast „kato” wolałabym raczej „christo” 😉 Szczotki używasz tak samo, jak gąbki pod prysznicem, z tą różnicą, że na sucho 🙂 Ruch ma być wykonywany zawsze w kierunku serca 😉

  • Asia
    Posted at 07:39h, 06 czerwca Odpowiedz

    O mój Boże, też miałam te skręcane zestawy. Ile się z bratem naprodukowaliśmy kosmicznych łazików, to tylko my wiemy 😀 A szczotka wygląda świetnie 🙂

    • Antyweszka
      Posted at 09:04h, 06 czerwca Odpowiedz

      Skręcanie tej szczotki przypomniało mi jaka to była świetna zabawa 😀

Post A Comment