Prawdziwy detox organizmu :)

Jeśli myślisz, że tylko owocowo-warzywne soczki usuwają toksyny z organizmu, to nie czytaj dalej…

Tego, co tutaj przeczytacie, nie dowiecie się od mamy, siostry, babci, ani żadnego kosmetologa, blogera, producenta… Nie dowiecie się tego w szczególności od tych ostatnich, którzy przecież żyją z promowania produktów, a mówienie o takich rzeczach raczej wysłałoby ich na bruk (owszem, czasem się o tym mówi, ale raczej w kategoriach głupiego eksperymentu, którego lepiej nie próbować lub traktować jak ciekawostkę – nie zaszkodzi, nie pomoże, albo niech se szkodzi! Tak! Zdecydowanie lepiej mówić, że zaszkodzi!).

Szampon do włosów nienormalnych

Piękna pani z reklamy stoi pod prysznicem i z euforycznym uśmiechem masuje sobie wielką czapę piany na głowie. Jakież to cudowne uczucie… Kogo obchodzi skład… Już kiedyś pisałam o fenomenie składu szamponów (TU). Jesteś dzieckiem lub przyszłą mamą – damy Ci mało chemikaliów. Jesteś dorosła i bezdzietna – nawal se chemii na łeb ile wlezie, przecież nie musisz o siebie dbać… To prawda. Nie wierzymy w chemię w kosmetykach. Obchodzi nas tylko obłędny zapach, przyjemne uczucie podczas mycia, miękkość, objętość i bezproblemowe rozczesywanie.

Po co nam włosy?

Kiedy jesteśmy dziećmi, zadajemy rodzicom właśnie tego typu pytania. Gdy dorastamy, jesteśmy już na tyle wykształceni w poznaniu świata i niemalże wszystkowiedzący, że takie pytania wydają się po prostu głupie, ale gdyby faktycznie przyszło nam udzielić na nie odpowiedzi, pierwsza myśl zabrzmi: „są, bo są – nie drąż”, a druga: „hu – kers?” No właśnie.

Skład włosa

Wiemy ze szkoły, że włosy w nosie, brwi i rzęsy, chronią narząd węchu i wzroku przed dostaniem się do środka ciał obcych. Skoro włosy mają nas chronić, to po co mamy ich aż tyle na głowie i dlaczego rosną bez końca? Czy to znaczy, że włosy na głowie pełnią największą rolę ochronną z wszystkich włosów na naszym ciele? Aby zaleźć odpowiedź na to pytanie, wystarczy przeanalizować skład włosa. Jego głównym składnikiem jest keratyna (nie mylić z kreatyną – takie pomyłki widziałam nie raz, a wierzcie mi – jedzenie włosów nie wspomoże przyrostu masy mięśniowej), czyli białko z grupy białek szkieletowych, więc skoro szkielet pełni rolę ochronną dla narządów wewnętrznych, chyba mamy naszą odpowiedź.

Skład szamponu

Gdybym zapytała Ciebie, jakich składników szamponu powinnaś unikać dla swojego zdrowia i bezpieczeństwa, istnieje duże prawdopodobieństwo, że odpowiedziałabyś: „słyszałam coś o parabenach, SLSach i silikonach, ale bardzo trudno znaleźć szampon, który tego nie zawiera”. Wyniki mojego researchu a ten temat mogą Cię nieźle zaskoczyć… Uwaga – jakich składników powinniśmy unikać w przeciętnym szamponie do włosów?

Wszystkich.

Niestety taka jest prawda. Wszystkie składniki szamponu szkodzą naszemu organizmowi, a jak pomyślę o tych z Was, które walczą o każdy włos na głowie, bo macie ich po prostu mało i coraz mniej, to aż chce mi się płakać i z jeszcze cięższym sercem, muszę Wam to udowodnić, na podstawie opinii dr Roberta Dorina chirurga transplantologa włosowego (NYC).

SLS, SLES, ALS – Sodium (Amonium) Lauryl (Laureth) Sulfate  – cudowne spieniacze, to po prostu bardzo silne detergenty. Stosowane regularnie powodują stopniowe „rozbieranie” włosa z jego powłoki ochronnej (tłuszczów ochronnych), co prowadzi do uszkodzenia białka szkieletowego (potocznie zniszczenia włosa, ale kto by się tym przejmował skoro większość ma zniszczone…).

Sodium Chloride – (sól stołowa – tak, serio) świetny zagęszczacz szamponu (wiąże wilgoć), genialny „wysuszacz” włosów, boski „swędzacz” skóry głowy, nieoceniony „wypadacz” włosów. Jeśli stosujecie zabiegi keratynowania, podziękujcie temu składnikowi za to, że efekt znowu utrzymywał się za krótko.

Polyethylene Glycol (PEG) – w szamponie jest niewinnym zagęszczaczem, w archeologii niezłym rozpuszczalnikiem, który potrafi wnikać w mokre drewno i zastąpić w nim wodę (wysusza jak diabli, ale nie obkurcza drewna).

Diethanolamine (DEA), Triethanolamine (TEA) – można powiedzieć, że „budzi mieszane uczucia” – niby tylko podrażnia skórę i powoduje reakcje alergiczne, ale tak serio, to niszczy keratynę. Jeśli Twoje włosy są pozbawione życia i przyklapnięte, sprawdź czy Di lub Tri nie znajduje się w składzie (a potem znajdziesz inny produkt tej samej firmy, który niby ma to życie przywrócić).

Parabeny – (butyl-, methyl-, propyl-) Pomyślisz – „No i co z tego, że konserwant? Przecież wszystko zawiera konserwanty!” Ale parabeny nie tylko przedłużają „życie” szamponu na sklepowej półce, oraz zabijają bakterie i grzyby, ale są odpowiedzialne za zmianę gospodarki hormonalnej organizmu, która prowadzi do wypadania włosów (tak! Przez nie możemy łysieć, jak faceci!).

Formaldehyd – (uwaga – formalina!) Substancja, dzięki której pani od biologii mogła pokazać nam jak wygląda tasiemiec w słoiku, jest dodawana do kosmetyków na potęgę (najwięcej do lakierów do paznokci – zwłaszcza tych „cudownych” odżywek typu 100 in 1). Skoro powoduje ostre zapalenie skóry i białe plamki na paznokciach, to co robi z włosami?! Nie tylko wypadanko…

Alcohol – (w razie gdyby konserwanty nie zadziałały – dowalmy trochę starego, dobrego odkażacza). Alkohol oczywiście wysusza włosy, a jeśli znajduje się w pierwszej czwórce składu, to nawet bardzo (!) wysusza włosy.

Parfum/Fragrance – ręka do góry, kto stawia zapach szamponu na pierwszym miejscu? Na jedną kompozycję zapachową składa się 3000 różnych chemikaliów, które mogą wywołać swędzenie, pieczenie i inne podrażnienia.

Synthetic Colors – kolorowych szamponów nie mamy zbyt wiele na rynku. Chyba tylko dwa – fioletowy/niebieski dla jasnego blondu i złocisty dla rudych. Barwniki w zależności od numeru koloru, w mniejszym lub większym stopniu wysuszają.

Propylene Glycol – (nie, nie powtarzam się) To dopiero ciekawy składnik. Masz go w swoim aucie jako płyn chłodzący, a w swoim szamponie jako substancja zapobiegająca zamarzaniu szamponu podczas transportu. Podrażnia skórę i oczy, powoduje reakcje alergiczne, a nawet zmienia strukturę skóry (ale nie martwcie się – wszystko to robi tylko w kontakcie ze skórą).

Lanolina, Petroleum, Mineral Oil/Parafinum – Substancje, które mają udawać nawilżenie włosów. W rzeczywistości pokrywają włosy warstwą zapobiegającą wnikaniu naturalnych olejów ochronnych. Dlatego włosy tak szybko się przetłuszczają – naturalny tłuszcz nie wnika we włosy (a powinien), tylko gromadzi się na ich powierzchni.

Gliceryna – potrafi przenikać przez warstwę rogową naskórka, ułatwiając wnikanie innych substancji (patrz wyżej – które z nich chcesz mieć „głębiej”?).

Dimethicone/silicone – niby tylko silikon… Sztuczny polimer, używany w prawie wszystkich (!) kosmetykach, nie tylko tych przeznaczonych do włosów. Oficjalnie – nabłyszczacz włosów. Nieoficjalnie – zapychacz skóry, niepozwalający jej oddychać. Stosowany na skórze powoduje całkowite zatrzymanie procesu usuwania toksyn (przez skórę usuwamy z organizmu ogromną ilość toksyn i metali ciężkich, które wdychamy z powietrzem). Cała nasza powłoka skórna (dwumetrowa powierzchnia) jest ważnym systemem, służącym do usuwania toksyn. Jeśli zapchamy ją silikonem (szampon, odżywka, balsam do ciała), całkowicie blokujemy ten proces, a nasz organizm traci zdolności samooczyszczania się, przez co toksyny zaczynają kumulować się w narządach (w wątrobie, układzie pokarmowym, tkance tłuszczowej i nerwowej). Może to prowadzić do chorób każdego z wymienionych układów, a zaczyna się od zmęczenia, osłabienia, problemów z pamięcią…

Zadanie i działanie szamponu

Wiele z nas marzy o pięknych, lśniących i gęstych włosach, więc zgodnie z logiką, szukamy produktu, który nam to zapewni. A jeśli szukamy, szukamy i nie znajdujemy, zrzucamy winę na beznadziejne włosy i wybieramy najmniejsze zło, a potem durzucamy do tego dwa złe nawyki:

Pierwszy – częste mycie włosów (nawet codziennie) i Drugi – rzadkie czesanie włosów.

Z pierwszym nawykiem związany jest wyłącznie marketing. Co to znaczy? Producent szamponu „Głowa & Ramiona” w dupie ma kondycję Twoich włosów. Obchodzi go tylko to, żebyś raz w miesiącu wyskoczyła z dwóch dyszek. Nic więcej. Dlaczego nigdy w to nie uwierzysz? Bo codzienne mycie włosów, bez którego nie możesz żyć, kojarzy się Ci tylko i wyłącznie z wysoką higieną osobistą! Sama sobie odpowiedz, czy to cytat z Ciebie: „Nie mogę żyć bez codziennego mycia włosów! Nierobienie tego byłoby obrzydliwością! Tak szybko się przetłuszczają!” (99% kobiet ma włosy tłuste u nasady i suche na końcach i nadal nikt nie kojarzy tego ze składem).

Drugi nawyk ściśle łączy się z pierwszym – nie czeszesz włosów zbyt często, bo nie chcesz rozprowadzać tłuszczu po całych włosach. A czesanie (szczególnie szczotką) wzmacnia i oczyszcza cebulki włosów, pobudza krążenie i masuje skórę głowy! Jeśli tego nie robisz codziennie, nie dziw się, że Twoje traktowane po macoszemu „trzy włosy”, odpowiedzą Ci silniejszym wypadaniem. Całą resztę (działanie) opisałam przy omawianiu poszczególnych składników.

Metoda „no poo”

„Poo” to skrót od shampoo (nie mylić z jakąś dziwną, restrykcyjną dietą). Ta metoda polega na początkowej rezygnacji z użytkowania szamponu i odżywki, na rzecz mycia włosów roztworem sody oczyszczonej (szampon) i płukania roztworem octu jabłkowego (odżywka). W późniejszym okresie myje się włosy samą wodą (ale w to nie uwierzę). Na temat „no poo” przeczytałam już tyle sprzecznych informacji, że oczywiście postanowiłam zaryzykować (tzw sezonowe wypadanie włosów trochę mnie dobiło). A co zrobiłam z opinią portali i włosomaniaczek? Powiedzmy, że np Ty jesteś taką włosomaniaczką, a do tego aktywną blogerką. Polecisz tę metodę i skończysz karierę? A jeśli stanowczo ją odradzisz, to z jakiego powodu? Dlatego, że tak bardzo szkodzi? Czy dlatego, że żaden producent szamponu już nie zapuka do Twojej skrzynki mailowej? /moralność blogów profesjonalnych…

Po prostu masz ph…

Tę metodę można zjechać z góry na dół, skupiając się na poziomie Ph produktu. Ph optymalne dla skóry (całego ciała, nie tylko głowy) wynosi ok 4-5, co oznacza, że ma odczyn kwaśny. Zapobiega to rozwojowi bakterii na skórze i powinniśmy robić wszystko, żeby ten odczyn stale przywracać. Dlaczego? A dlatego, że zaburza go nawet sama woda. Ph zwykłej wody jest obojętne, czyli równe 7. Nasza skóra musi nieźle się napracować, żeby przywrócić właściwą kwasowość. Ph przeciętnego szamponu do włosów wynosi 8, co oznacza, że jego odczyn jest zasadowy. Ph roztworu sody oczyszczonej wynosi 9, czyli mamy winowajcę – odczyn sody jest silnie zasadowy. I co teraz? Mamy się nie myć, skoro wszystko szkodzi? Jakieś głupoty gada ta Antyweszka…

Cytryna Twoim pasterzem…

Skupmy się na właściwej kwestii, czyli na tym, w jakim stanie pozostawimy naszą skórę i włosy. Co to znaczy?

Jak najbardziej możesz myć się nawet silnie zasadowymi produktami (tylko uważaj na składy). Jedyną rzeczą, o której musisz pamiętać, jest przywrócenie prawidłowego ph skóry. Czyli nie – myju-myju i suszymy, tylko myju-myju – normalizujemy i dopiero suszymy. Waaat?

Przywracamy prawidłowe Ph skóry…

Sok z cytryny, ocet jabłkowy, winny, różany, kwasek cytrynowy – to produkty, których powinnaś używać w codziennej pielęgnacji. I nie mówię tu tylko o płukaniu ciała i włosów, ale również o płynie do higieny intymnej, a nawet toniku do twarzy! Swędzi Cię skóra po kąpieli i szukasz ratunku w balsamie do ciała? A wystarczyło przed wyjściem z kabiny, oblać się wodą z cytryną (i nie spłukiwać). Efekty mogą Cię zaskoczyć. Nie mówiąc ilu nowych rzeczy dowiadujesz się od jakiejś laickiej Antyweszki z komputera…

„No Poo” – Faza transformacji

Stosuję tę metodę od dwóch miesięcy i zaobserwowałam dwie rzeczy – „baby hair”, które wcześniej były czymś w rodzaju meszku, obecnie rosną jak normalne włosy, a lekki prześwit skóry, który miałam przy przedziałku, nagle zaczął zarastać. Może zachwalam, może to tylko wrażenie, ale na yt widziałam kilka zagranicznych filmów, w których mężczyźni polecają to na łysienie! Ale żeby nie było, że są tylko plusy, mnie również dopadła tzw faza transformacji. Jest to okres (trwa od dwóch tygodni, do około miesiąca), w którym nie obserwujemy żadnej pozytywnej zmiany (włosy przetłuszczają się tak samo, albo nawet mocniej, a bywa też tak, że zaraz po wysuszeniu widzimy, że dalej są tłuste). Skoro ta faza tak długo trwa, możemy sobie tylko wyobrazić ile dziwnych substancji nasz organizm próbuje usunąć. Po tych dwóch miesiącach dochodzę do wniosku, że u mnie faza transformacji wynikała przede wszystkim ze złej techniki, co oznacza, że ucząc się na moich błędach, możecie jej uniknąć!

Jak myć włosy bez szamponu?

Istnieją dwie techniki mycia włosów – z głową w górze i z głową w dół. Ja niestety używałam tej drugiej, dzięki czemu miałam bardzo czyste włosy na karku i tłuste strąki na głowie. Używałam misek, kilka razy wymieniałam roztwór, a włosy i tak nie były czyste. I już miałam to rzucić, gdy postanowiłam spróbować metody ze spryskiwaczem i to był strzał w dziesiątkę! Chodziło o to, żeby najpierw spryskać suche włosy roztworem sody, starannie wmasować, potem zamoczyć w roztworze całe włosy, odczekać 2-3 minuty i dobrze spłukać. Na koniec płuczemy wodą z octem jabłkowym (już bez spłukiwania) i gotowe!

„No Poo” – Proporcje roztworów

Może się wydawać, że zaraz podam Wam przepis na domowe środki czystości (no właśnie – soda i ocet są niezłe w sprzątaniu łazienki i myciu okien), ale nic z tych rzeczy.

/szampon/ – 1 łyżkę sody rozpuścić w 0,5 l wody

/odżywka bez spłukiwania do włosów normalnych i tłustych/ – 1 łyżka octu jabłkowego na 0,5 l wody (ocet można zamienić na 1 łyżkę soku z cytryny lub 1 płaską łyżeczkę kwasku cytrynowego)

/odżywka bez spłukiwania do włosów suchych i zniszczonych/ – 2 łyżki octu jabłkowego na 0,5 l wody (ocet można zamienić na 2 łyżki soku z cytryny lub 2 płaskie łyżeczki kwasku cytrynowego)

„No Poo” – Efekty

Jak widzicie na zdjęciu u góry (before), moje włosy mają żółto-rudy odcień. Najjaśniejsze pasemko, wpadające w zielonkawy kolor, zawdzięczam „cudowaniu” z niebieskimi/fioletowymi szamponami, które miały schłodzić ten odcień blondu. Nic podobnego się nie stało (miałam nawet wrażenie, że z każdym kolejnym użyciem, włosy są bardziej i bardziej rude). Aktualne zdjęcie znajdziecie na FB – to z zagłówkiem (nie ma mnie już na instagramie, więc to jedyne SM, które możecie śledzić – tam też znajdziecie wyjaśnienie dlaczego skasowałam konto na insta). Taki mam odcień włosów obecnie. Soda oczyszczona pomogła mi usunąć żółty kolor, lepiej niż najdroższy szampon z fioletem, atramentem, czy inną ultramaryną… Oprócz wyraźnego zagęszczenia, zauważyłam, że wreszcie mogę myć włosy dwa razy w tygodniu (a nie co drugi dzień) i codziennie je czesać, bez obaw o przetłuszczenie. Wcześniej, gdy używałam normalnego szamponu (nawet tego dla dzieci), już na drugi dzień po umyciu, włosy były oklapnięte i nieświeże. Teraz (po przeanalizowaniu składu) już rozumiem, że skóra głowy umyta silnym detergentem i pozapychana polimerami, z całych sił próbowała powrócić do normalności, ale naturalne tłuszcze zamiast wnikać we włosy, po prostu po nich spływały (przez izolujące działanie Polyethylene Glycolu, Dimethyconu, lanoliny, parafiny…). Klasyczne błędne koło! Wiesz, że częste mycie włosów niszczy je, ale nie możesz tego ograniczyć, bo tak szybko się przetłuszczają!

„No Poo” – Inne minusy

Oprócz fazy transformacji, która może, ale nie musi się pojawić, jest jeszcze jeden minus, który pojawi się na pewno. To konieczność rezygnacji z całej otoczki związanej z myciem włosów, które przecież kojarzy nam się z gęstą pianą, przyjemnym masażem głowy, relaksującym zapachem. Soda nie da nam żadnej piany, a jedyny zapach, jaki możemy poczuć podczas mycia to… siarka? Ale nie martwcie się tym, siarka jest cennym składnikiem włosów, odpowiadającym za ich sprężystość i siłę. Podczas spłukiwania woda może być nawet żółto-pomarańczowa (soda neutralizuje toksyny, brzydkie zapachy i usuwa pozostałości po produktach do stylizacji). Ostatnim minusem (przez co wiele osób rezygnuje z sięgnięcia po tę metodę), jest przesuszenie włosów (mogliście wyczytać to na forach, włosowych blogach czy portalach). Niestety autor zapomniał dodać, że do przesuszenia dochodzi tylko w przypadku, gdy sodę stosuje się na zmianę z szamponem! To oczywiste, że dojdzie do przesuszenia, gdy będziemy na zmianę ratować i na nowo „prać” włosy detergentem.

Jest jeszcze coś…

Nie potrafię tego wyjaśnić, ale od tych dwóch miesięcy zachodzą we mnie ogromne zmiany. Kiedyś tworzenie projektów było dla mnie sposobem na podkreślenie swojej wartości, wyjątkowości. Potrzebowałam pochwał, lajków, zachwytów. Na początku czułam się wspaniale, gdy ktoś uważał, że jestem „genialna”. Potem to stało się normalne. I stopniowo uzależniałam się od tego, nie zauważając, że moje ego zaczyna mną rządzić. Definiować mnie. Gdy zbierałam pierwsze zachwyty, byłam jak mentos w butelce z colą. Odrzut w niebo – kilka sekund w powietrzu – powrót na ziemię. To też było uzależniające, szukałam kolejnej okazji do tego by znów polecieć, pokazać, patrzcie… Dopiero teraz zaczęłam zauważać, że wielu moich czytelników to wcale nie inspiruje. Wręcz przeciwnie – dołuje. Obok komentarzy „super – zrobiese”, zaczęły się pojawiać takie głosy, jak – „zazdroszczę, ja nigdy nie będę tego mieć” albo „byłam dumna ze swojej wersji, ale jak zobaczyłam Twoją, to już nie jestem”. Jaki jest sens oglądania rzeczy, które nas dołują? Kiedyś cieszyło mnie to, że ktoś uznał mnie za lepszą od siebie. Teraz mnie to wkurza! Niby w czym? Mam więcej palców u rąk? Usunęłam ten cholerny instagram. Nagle przypomniałam sobie dlaczego kilka lat temu powiedziałam, że nie założę prywatnego profilu na fb, choćby nie wiem co. To były dwie dobre decyzje… Jeśli macie ochotę na małe oczyszczenie i prawdziwe przewartościowanie swojego życia, zacznijcie od prawdziwego detoksu… Polecam.

Buziaki :*

PS

Ogromne zainteresowanie tematem, doświadczenie i głęboka wiedza wielu z Was, skłoniła mnie do podrasowania tej metody, co oczywiście zadziałało bardzo na korzyść! Oto moje wnioski:

  • Woda z ACV* musi mieć kontakt ze skórą, więc przy spłukiwaniu skupmy się przede wszystkim na skalpie (i nie oszczędzajcie na ACV – im bardziej organic, tym lepiej, a domowy to już najlepiej).
  • Łuszczenie skóry (łupież) lub swędzenie może pojawić się wtedy, gdy nie spłukaliśmy dobrze sody i nie zadbaliśmy o zakwaszenie skalpu (problem rozwiązuje ponowne spryskanie tych okolic wodą z ACV).
  • Zaczęłam używać tego po kąpieli (spryskanie ciała wodą z ACV), a także jako tonik. Efekt jest taki, że moja skóra nigdy nie była tak gładka (efekt jak po peelingu), a problem „suchych skórek” na twarzy, który występował zawsze w okresie zimowym, po prostu zniknął!
  • Dziękuję Marcie Fabiańskiej, która poradziła mi rozpuszczenie sody w gorącej (a raczej bardzo ciepłej) wodzie. Wypróbowałam to wczoraj i muszę stwierdzić, że moje włosy nigdy nie były tak wygładzone i lekkie!
  • Dziękuję! Dziękuję! Dziękuję!

*ACV – ocet jabłkowy – Apple Cider Vinegar – na anglojęzycznych stronach znajdziecie dużo więcej cennych właściwości tego cudu natury.

Antyweszka
antywieszak@gmail.com

Ja tu jestem małym drzewkiem, a to są moje małe owoce... Jeśli są przeciętne lub złe, po prostu je tu zostaw... Ale jeśli są dobre i inspirujące, proszę podaj je dalej, abym mogła rosnąć i przynosić Ci coraz lepsze <3 "Nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa, tylko Ten, który daje wzrost - Bóg" /1Kor.3.7

110 komentarzy
  • Kam
    Posted at 19:34h, 20 maja Odpowiedz

    Co Pani sądzi o stosowaniu tej metody przy łzs ?

    • Antyweszka
      Posted at 10:51h, 21 maja Odpowiedz

      Mydło szare (potasowe 72%) lub po prostu mydło siarkowe. Proszę tylko zadbać o to, żeby nie zawierało tłuszczów zwierzęcych (są komedogenne) i będzie dobrze 🙂 Płukanka z octem jabłkowym obowiązkowa po umyciu (nie spłukiwać) 🙂

  • Alicja
    Posted at 14:13h, 19 marca Odpowiedz

    No ale jeśli soda nie zmywa olejów to co z przetłuszczania włosami? Przecież to praktycznie to samo. A soda dodawana do wody do mycia naczyń lata temu? Dużo sody żeby naczynia lśniły. Czemu nie myć głowy no właśnie sokiem z cytryny czy octem? A jak to jest z tą sodą, czytałam że dziewczyny które używały chny stosowały mycie soda żeby zedrzeć kolor który był zbyt intensywny. Ja no tego nie chcę, mam chne w odcieniu miedź i tak mi pasuje…

    • Antyweszka
      Posted at 14:28h, 19 marca Odpowiedz

      Soda tworzy z wodą emulsję podobną do mydła, ale nie ma aż takich właściwości neutralizujących tłuszcze, jak mydło właśnie. Soda bardzo dobrze usuwa silikony lub np jedwab z którym wiele szamponów po prostu sobie nie radzi (te substancje pozostają na włosach i skórze, a kolejne mycie tym samym szamponem wcale ich nie usuwa). Niedługo na blogu wywiad ze stylistą fryzur. Mam nadzieję, że wątpliwości zostaną rozwiane 🙂

  • Kama
    Posted at 20:31h, 28 lutego Odpowiedz

    Nie wiem jak się to sprawdzi przy sodzie,ale polecam roztwór wody i miodu-na łyżkę miodu 3 łyżki wody,to taki szampon na jedno mycie.Super miękkie są po tym włosy,błyszczące.Z takich testów jeszcze sprawdzałam orzechy piorące-też mają saponiny ,gotowałam z nich szampon,też spoko,ale efekt nie powala.No i hit-nabłyszczanie żelatyną 😂Oczywiście nie wszystko naraz!

  • Kama
    Posted at 20:26h, 28 lutego Odpowiedz

    ‚SUPEREKSPERTEM’????Nigdy nie twierdziłam,że nim jestem.

    • Antyweszka
      Posted at 21:31h, 28 lutego Odpowiedz

      Wiesz, to zdanie zabrzmiało tak „Nie widzę powodu, żebyś się tym zachwycała, skoro ja się nie zachwycam”.😂 Uroki słowa pisanego. Miód bardzo na tak! Robiłam peeling do skóry głowy na miodzie i cukrze i sprawdził się super, ale włosy były tak gładkie, że nawet pomyślałam, że się nie domyły. Tak sobie myślę, czy już jestem brana za wariatkę? Gdy zapytałam w aptece o mydlnicę lekarską, farmaceutka mnie wyśmiała pod nosem…

  • Kama
    Posted at 19:47h, 28 lutego Odpowiedz

    Tego,że sodą olejów nie zmyję dowiedziałam się z Twojego artykułu i nawet nie próbowałam.Pisałam bodajże w pierwszym komencie, że włosy farbowane i pewnie to jest główną przyczyną porażki.Suplementów nie biorę,po prostu zdrowo się odżywiam. Soda spożywcza mnie pod pachami podrażniała,to było 2 lata temu na etapie testowania dezodorantu..Do włosów od razu stosowałam czystą,nie pisałam nic,że mi się normowało cokolwiek. Po prosty po miesiącu,po każdym kolejnym myciu było coraz gorzej.Niestety obawiam się,że do włosów farbowanych się po prostu nie nadaje.A szkoda. 😯

    • Antyweszka
      Posted at 20:07h, 28 lutego Odpowiedz

      Planuję zaprosić na bloga fryzjera i w ramach wywiadu wypytać o wszystkie niuanse 🙂 Od razu mi powiedział, że sody nie poleca, ale bardzo rekomendował szare mydło 🙂 I pochwalił zakwaszanie octem jabłkowym i przywracanie tym prawidłowego pH. Też się wkręciłam w naturalne kosmetyki, a jak przypadkiem wpadłam na przepis na szampon dla kota na bazie mydlnicy lekarskiej, to wiadomka, że to nie kota będę myć 😂 Może sęk tkwi w najprostszej sprawie – jeśli farba do włosów utrwala się przez zastosowanie jakichś trwałych oblepiaczy, to soda może próbować się tego pozbyć, a jak wiadomo – oblepiacze dają wrażenie nawilżonych włosów (oczywiście nie dlatego, że zatrzymują, ale zastępują wodę). Tak czy inaczej, jeszcze nieufnie, ale jednak już patrzę z ukosa na szare mydło, bo choć soda sprawdza się super, trochę zaczynam tęsknić za porządnym masażem głowy 😉

  • Kama
    Posted at 19:14h, 28 lutego Odpowiedz

    NIE ZMYWAŁAM olejów sodą.Olej nakładam raz w miesiącu i zmywam szamponem baby dream.Kiedy używałam sody przez te 3 msc,nie olejowałam w ogóle,stosowałam wszystko wg Twoich przepisów i sprawdzonych soosobów,które opisałas…Czyli tylko i wyłącznie wody octowej.Bo widzę,że wracasz do tego zmywania olejów sodą uparcie 😁

    • Antyweszka
      Posted at 19:32h, 28 lutego Odpowiedz

      Niestety bez olejowania i dodatkowego nawilżania ani rusz.A ze zmywaniem olejów soda sobie nie radzi.Włosy były coraz bardziej szorstkie,plątały się i wyglądały na skołtunione i zniszczone.

      Cytat z Ciebie. To ja jestem uparta? Przecież Ty do tego nawracasz 😉 A co do komentarza o sodzie czystej do analizy, skoro napisałaś, że wszystko się unormowało i jest super, to rozumiem, że teraz tak po prostu nie jest super 😉 Masz farbowane włosy? Bierzesz hormony? Nie odstawiłaś ostatnio jakichś suplementów do włosów i paznokci? Wiele czynników ma wpływ na kondycję włosów. Moja koleżanka tak miała, że jak brała skrzyp, to włosy były super, a jak tylko odstawiła, to od razu zaczęły się kruszyć i wypadać. Ja mogę sobie uważać, że im mniej specyfików, tym lepiej, ale najwyraźniej mam bezproblemowe włosy… Ty tak serio z tym „nie widzę powodu zachwycać się czymś, co mnie nie zachwyciło”? 😂 Nie jesteś pierwszym SUPEREKSPERTEM, któremu ta metoda się nie podoba 😂😂😂

  • Kama
    Posted at 19:08h, 28 lutego Odpowiedz

    Powiedz moim włosom,że bezczelnie szukają wymówki!😂To ja napisałam koment o sodzie czystej do analizy,więc jakość moich pólproduktów jest bez zarzutu…Odstawiłam całą chemię kosmeryczną-kremy do twarzy robię sama,pastę do zębów,dezodorant z oleju kokosowego,oliwę magnezową itp.Bardzo się napaliłam na ten sposób mycia włosów,bo odkąd kosmetyki kręcę sama,to wciąga mnie to coraz bardziej i sprawia niemałą satysfakcję widok braku kosmetyków ze sklepów na moich półkach..Jednak włosy nie przyjęly tego sposobu.Uważam,że nie jest on dla każdego i tyle. Nie szukam wymówki,ale nie widzę powodu zachwycać się czymś,co mnie nie zachwyciło. Pozdrawiam!

  • Kama
    Posted at 10:45h, 28 lutego Odpowiedz

    Oj.Połączyłaś 2 osobne wątki mojej wypowiedzi.Przez trzy miesiące stosowałam tylko i wyłącznie metodę z sodą. Absolutnie nie mieszałam jej z innymi,pomna na Twoje przestrogi.Pod koniec jej stosowania włosy były w opłakanym stanie.Były tak przesuszone,że zaplątywały się w małe supełki uniemożliwiając rozczesanie.Skończyło się 10 cm stratą na długości-tak się kruszyły,że musiałam obciąć.Musiałam wrócić do starych sprawdzonych metod-olej laurowy na skalp przeciw wypadaniu,oliwa lub olej avocado na resztę włosów i mycie miodem,siemieniem.Zmywanie olejów-baby dream.Powoli wychodzę z tego siana. Daj sobie po prostu powiedzieć,że nie każdemu to pomaga.

    • Antyweszka
      Posted at 17:41h, 28 lutego Odpowiedz

      Sama napisałaś, że soda nie radzi sobie ze zmywaniem olejów 😉 Soda sodzie nierówna. Dziewczyny spoko piszą poniżej, że w razie problemów odstawiają tę sklepową, kupują czystą do analizy i problem znika. Zrobiłam to samo i też widzę ogromną różnicę. Mało tego, zmieniłam sklepowy ocet na domowy i jest (o niebo!) lepiej, więc wszystko sprowadza się do chęci. Chcesz odstawić chemię – szukaj sposobu. Nie chcesz – szukaj powodu i tyle. I sama daj sobie powiedzieć, że jesteś odosobnionym przypadkiem 😉

  • Kama
    Posted at 11:06h, 26 lutego Odpowiedz

    Silikonów w szamponach i odżywkach przestałam używać jakieś 3 lata temu.To tak tytułem wstępu,żeby nie było,że moje włosy są zanieczyszcone mega chemią.Niestety,po cierpliwym 3 miesięcznym zastosowaniu tej metody-ze spryskiwaniem
    ,dokładnym rozpuszczaniem sody,nasączaniem wodą z octem jabłkowym w ilościach mega…stwierdzam,że niestety przy włosach farbowanych na blond,cienkich i delikatnych oraz wysokoporowatych totalnie się nie sprawdziła.Włosy zaczęły się dosłownie kruszyć,jak wtedy,kiedy używałam prostownicy(a od 4 lat nie używam).Niestety bez olejowania i dodatkowego nawilżania ani rusz.A ze zmywaniem olejów soda sobie nie radzi.Włosy były coraz bardziej szorstkie,plątały się i wyglądały na skołtunione i zniszczone😯 Dużo lepszy efekt mam po myciu miodem,a po olejowaniu odżywka z alterry z mąką ziemniaczaną na pół godziny i jest ok.

    • Antyweszka
      Posted at 22:21h, 27 lutego Odpowiedz

      Efekty o których mówisz, owszem występują, ale wyłącznie wtedy, gdy stosujesz tę metodę ZAMIENNIE z szamponem. Ostrzegałam we wpisie, że absolutnie nie wolno tego robić, bo to strasznie przesusza włosy. Zmywania oleju sodą nawet nie skomentuję, bo pisałam w co najmniej kilku komentarzach, że ta opcja totalnie odpada (soda nie zmywa oleju!). Nie wiem co mam myśleć o takim podejściu. Bardzo mi przykro, ale to jest metoda dla osób, które chcą świadomie odstawić chemikalia z szamponów, a nie dla włosomaniaczek, które testują coraz to nowe wynalazki.

  • Magdalena
    Posted at 17:59h, 23 lutego Odpowiedz

    Cześć. Zaczęłam stosować środę do mycia włosów od dnia publikacji tego wpisu. I jest różnie. Ale najbardziej martwi mnie to, że moje włosy zaczęły siwieć. Mam 25 lat. Czy jedno z drugim może mieć coś wspólnego? Niestety nie znalazłam nic w internecie. I o ile do szamponów nie wrócę, to raczej przejdę do mycia włosów mydłem i płukania octem. Jeżeli ktoś coś wie na temat tego siwienia, to będę bardzo wdzięczna za informację.

    • Antyweszka
      Posted at 22:13h, 27 lutego Odpowiedz

      Nie widzę żadnego związku 😉

  • Sylwia
    Posted at 09:39h, 18 lutego Odpowiedz

    Po Twoim wpisie postanowiłam spróbować tej metody. Po pierwszym myciu włosy były gładkie i łatwo się rozczesywały jednak po drugim myciu włosy stały się szorstkie, niemiłe w dotyku i trudno się je rozczesuje- strasznie się plączą. Czy jest na to jakaś rada? 🙂

    • Antyweszka
      Posted at 12:46h, 22 lutego Odpowiedz

      Źle wypłukana soda, albo za mało octu 😉

  • Kama
    Posted at 09:15h, 05 lutego Odpowiedz

    Dobrej jakości sodę,magnez kupuje się z laboratorium,czystą do analizy.Ja zawszę dostaję z certyfikatem jakości i dokładnym składem.Soda spożywcza mnie podrażniała,a ta nie.Kupuję na allegro.

    • Antyweszka
      Posted at 11:35h, 08 lutego Odpowiedz

      Dzięki 🙂 Jak skończą mi się zapasy, napewno spróbuję. Trzeba przyznać, że np w USA jest duży problem z aluminium dodawanym do sody. Uważam, że te dostępne w sklepach paczuszki, też mogą być przepakowywane z czegoś niewiadomego pochodzenia. Dzięki 🙂 Jak na razie jestem dumną mamą domowego octu jabłkowego! Tzw „matka octowa” już się na nim pojawiła i nie mogę się doczekać aż go wypróbuję! 😉

  • Anna
    Posted at 13:04h, 29 stycznia Odpowiedz

    Mycie szamponem jest po prostu szybsze i wygodniejsze. Rezygnacja z chemii na pewno wpłynie korzystnie na kondycję włosa. Ja na razie zrezygnowałam z lakieru i już widzę dużą poprawę. 🙂

  • Agnieszka
    Posted at 23:14h, 20 stycznia Odpowiedz

    Witam,
    podzielę się moją włosową historyjką:

    ostatnio stwierdziłam, że przez niespełna połowę swojego życia (lat mam 28) myłam włosy codziennie- masakryczne przetłuszczanie rozpoczęło się w liceum. I tak przez wszystkie lata… końcu w mojej łazience zadomowiły się:
    -pianka do włosów
    -lakier też do włosów
    stosowane też….codziennie….a tako, bo mam cienkie i delikatne włosy, których nigdy nie lubiłam.
    Aż tu nagle………ciąża… i potworna wrażliwość na zapachy. Goodbye pianka i lakier, ale włosy myłam nadal codziennie (przetłuszczanie i przyzwyczajenie brr). Po ciąży stopniowo powrót do starych nawyków:( (i tak ze 2 latka)

    Aż tu nagle….tak tak.. ciąża;) i jeszcze większa wrażliwość na zapachy, Pa pa chemio włosowa ( drażnił mnie nawet zapach szamponu) Finał? Mycie włosów szarym mydłem co 3, nawet 4 dni (zajęło mi to tylko kilka miesięcy) Obecnie stwierdzam, że codzienne mycie włosów to strata czasu i w ogóle jak mogłam??? Przetłuszczanie zniknęło, U mnie do zmiany nawyków niezbędna była „konieczność” Pozdrawiam

  • Karolina
    Posted at 21:29h, 08 stycznia Odpowiedz

    Bardzo inspirujący wpis, właśnie zaczęłam stosować tę metodę i z niecierpliwością czekam na efekty. Mam jednak jeden problem – czym ochronić włosy w saunie fińskiej. Masz może jakiś pomysł? Oleje mi się nie sprawdzają, a to, co działa, ma silikony, polimery itp.

    • Antywieszakowa
      Posted at 18:04h, 11 stycznia Odpowiedz

      Włosy nie lubią wysokich temperatur i koniec kropka. Oleje wcale ich nie obniżają, a jedyną ochroną, którą mogę polecić jest… ręcznik. To świetny izolator ciepła 🙂 Włosy nie potrzebują szoku termicznego – otwierania i zamykania łusek. Zamknięte łuski, to lśniące włosy 🙂

  • Olga
    Posted at 19:33h, 08 stycznia Odpowiedz

    Cześć! Śledzę Twój blog od naprawdę długiego czasu, podoba mi się jego szeroka tematyka jak i Twoje podejście do wielu spraw :). Co do samego wpisu, to nurtuje mnie jedna rzecz – jak ma się ta metoda do włosów farbowanych / rozjaśnianych? Mam farbowane i rozjaśnione blond włosy i zastanawiam się po prostu czy nie zastanę jakiegoś dziwnego zielonego koloru po tej metodzie 😀 co o tym sądzisz? myślę też nad powróceniem do naturalnego koloru włosów ale wiadomo jak to u kobiet jest 😉 #problemypierwszegoświata Pozdrawiam, działaj dalej bo robisz to co robisz w super ekstra sposób <3

    • Antywieszakowa
      Posted at 17:46h, 11 stycznia Odpowiedz

      Też mam rozjaśniane włosy, też pisałam o tych obawach, wszystko znajdziesz w treści 😉 Efekt zielonych włosów miałam po fioletowym szamponie, a teraz jest ok 😉

  • Dżasta
    Posted at 16:19h, 01 stycznia Odpowiedz

    Bardzo lubię naturalne kosmetyki i tego typu rzeczy, ale przeraża mnie nieco wizja „przyzwyczajania się” skory głowy do takiego mycia- zwyczajnie się boję, że już pod koniec dnia w pracy zostanę zaskoczona tłustawymi włosami. Piszesz jednak, że to głównie kwestia usuwania się toksyn w związku z czym zakiełkowała mi w głowie taka myśl: czy jeśli zacznę myć całe ciało oprócz tej nieszczęsnej głowy Twoją metodą i dopiero, kiedy skóra się przyzwyczai i oczyszczę się z toksyn zacznę myć w ten sposób także głowę to czy ten okres przejściowy nie będzie krótszy i mniej straszny? 🙂

    • Antywieszakowa
      Posted at 15:56h, 04 stycznia Odpowiedz

      Jak już wspominałam, uważam, że u mnie okres transformacji wystąpił dlatego, że nieprawidłowo stosowałam sodę (naprawdę zaraz po wysuszeniu miałam nadal tłuste włosy), a gdy odkryłam metodę ze spryskiwaczem – nagle ustąpiło 😉 Dlatego myślę, że dzięki temu po prostu można uniknąć tego okresu przejściowego 😉 I to, co napisałaś o „pod koniec dnia zostanę zaskoczona…” dla mnie brzmi jak nonsens 😉 Jeśli zrobiłaś coś niedokładnie, zobaczysz to od razu po wysuszeniu włosów, a nie pod koniec dnia 😉

  • Karolina
    Posted at 18:45h, 29 grudnia Odpowiedz

    Nie doczytałam tego w poście, jak jest to proszę o wskazanie 🙂 Po pierwsze: jak mam umyć takim szamponem włosy? mam włożyć do miski z roztworem i trzymać? czy masować? i ile czasu mam to trzymać na włosach? Po drugie: jak to jest z włosami farbowanymi? Farbuję włosy od jakichś 3 miesięcy henną czerwoną i boję się, że zmieni mi kolor lub zmyje, a to jedyna metoda, po której kolor w ogóle mi się nie zmywa. Chciałabym to wypróbować, ponieważ moje włosy ostatnio strasznie się przetłuszczają, już na wieczór mam przetłuszczone, a kiedyś mogłam co dwa dni myć ;/ Proszęęęę o pomoc! 🙂

    • Antywieszakowa
      Posted at 16:07h, 04 stycznia Odpowiedz

      Po pierwsze – wszystko jest napisane (albo doczytaj w komentarzach). Po drugie – Nie mam pojęcia 🙂

  • Ola
    Posted at 15:09h, 28 grudnia Odpowiedz

    Hej, chciałam tylko bardzo podziękować za ten post i w miare możliwosci dodac cos od siebie 🙂
    Stosowałam metode no poo – soda + ocet prawie rok, i choć poczatki były trudne i w czasie kuracji rózne niespodzianki mi sie zdarzały wlosy były w znacznie lepszej kondycji niż po szamponach. Metode te bardzo lubie i za sprawa twojego posta powróciłam do niej, za co niezmiernie dziękuje. Ciesze się ze jest coraz wiecej zwolenników naturalnych metod mycia wlosów i pewnie wiele by ułatwiło gdybym natknęla sie na takiego posta wtedy, kiedy ja zaczynałam z „no poo”.
    Z mojego doswiadczenia w czasie mycia soda i octem moge podzielic sie kilkoma radami, obserwacjami, Przede wszystkim zauważyłam ze soda sodzie nie równa, tzn zaczynałam z soda oczyszczona, taka która mozna w spozywczaku kupic i niektorzy producenci mieli wieksze kryształki a inni bardziej sypką sodę, ale z tej sody nie byłam zadowolona bo nie czułam zeby moje wlosy były umyte. Zaczełam poszukiwac sode, ktora można uzywac w celach bardziej przemyslowych – taka do mycia łazienki, do białego prania itd itp – znalazłam taka w rossmanie i jeszcze jaką niemiecka sode – te znowu były meeega mocne, ale jako jedyne dawały taki uczucie „poślizgu” przy myciu skalpu ( to uczucie bylo zazwyczaj opisywane na zagranicznych blogach , z ktorych czerpalam wiedze na temat no poo). teraz natowmiast uzywam sody zakupinoej w sklepie z asortymentem do tworzenia wlasnych kosmetyków i moim zdaniem to jest to, uczucie poslizgu jest ale duzo mniejsze , ale wlosy sa umyste z kazdej strony i tu oddaje hołd Tobie, poniewaź sprawa ze spryskiwaczem to najlepsza i najdoskonalsza z metod aplikacji sody na skalp, przynajmniej w moim odczuciu. Aha i bardzo ważne jest tez to że można eksperymentować proporcjami sody i wody, ciut wiecej sody moze dać lepszy efekt mycia , jesli znowu miałam włosy troszke przesuszone zima zmieniałam proporcje, lub gdy myłam wlosy czesciej latem np. po bieganiu gdy glowa była cała mokra od potu a nie byl to dzien mycia wlosow – spłukiwalam je woda z odrobina sody zeby nie przedobrzyc.
    A teraz sprawa octu – używalam octu jabłkowego własnej roboty.- wujek google radzi jak go zrobic. U mnie sprawa była bardzo prosta, ocet robiłam z obierek z jabłek, ktore zbierałam kilka dni. Tu ( http://naturalnienaturalni.pl/przepis-na-ocet-jablkowy-jak-zrobic-domowym-sposobem/) jest podobny przepis. Teraz uzywam wody z kwaskiem cytrynowym – kwasek tez ze sklepu z polproduktami kosmetycznymi. ( ecospa). No i tu tez mozna zmieniac proporcje – metoda prob i bledów dochodziłam do tego jaka miszanka jest najlepsza i to tez zmnienialo sie od tego czego moje wlosy potrzebowały, Nigdy nie śmierdziały mi wlosy octem, zapach faktycznie znika po wysuszeniu a jeśli przeszkadza w czasie mycia , wydaje mi sie ze mozna dodac kilka kropel jakiegos olejku 🙂
    Stosowałam równiez mycie włosów woda z miodem !!!!( w czasie mysia soda z ocetm – zamiennie), tak wiem brzmi dziwnie bo jak tu umyc wlosy cukrem , ale to działa i miod ma niezwykle wlasciwosci nawilzajace wiec wlosy były miekkie i odzywione. Czytałam niektore komentarze ze po sodzie wlosy sa jakby sztywne. Moje teraz nie sa takie – ale zdarzało sie ze byly i to był efekt zlej aplikacji tej mieszanki, lub/i niedostatecznego wypłukania woda z octem. Teraz tez nie sa takie sypkie i lejace jak po szamponie moze dlatego ze nie oblepione tymi wszystkimi swinstwami. W dotytku sa miekkie i dobrze sie układaja.
    Nie jestem żadna ekspertka w dziedzinie wlosów ani włosomaniaczką, są to tylko moje obserwacje i doświadczenia. Po prostu mialam dosc tego, ze po szamponie włosy były juz tłuste nawet pod koniec dnia i takie przyklapane i ze strasznie swedziała mnie głowa, do tego stopnia ze drapałam sie do krwi. Po metodzie ” no poo” miałam pełno baby hairów i nie wypadały mi włosy i nie swedzi głowa i włosy sa w bardzo dobrym stanie – nawet fryzjerka była zadziwiona stanem i kondycja moich włosów jak po czasie przyznałam sie,ze nie myje wlosow szamponem 🙂 Niestety nie jest perfekcyjnie jeśli chodzi o przetłuszczanie sie moich włosów, ale z codziennego mycia zrezygnowałam i teraz myje włosy dwa razy w tygodniu, a posiłkuje sie suchym szamponem handamde czyli skrobia kukurydziana.
    Pozdrawiam goraco i jeszcze raz dziekuje za patent ze spryskiwaczem 🙂

    • Antywieszakowa
      Posted at 15:32h, 28 grudnia Odpowiedz

      Też się rozglądam za lepszą jakością sody i octu 😉 No właśnie, raz trafia się sypka, raz grudkowata, a innym razem opakowanie ostrzega, że może zawierać… orzechy? Z kolei zagraniczne blogi przestrzegają przed sodą do celów gospodarczych (tam mają chyba tylko taką, sprzedawaną na kilogramowe pudła), ponieważ zawiera… aluminium. Na polskich produktach nie ma ani słowa na ten temat, ale nie zdziwiłabym się gdyby to była ta sama, tylko przepakowana i podłej jakości. Kiedyś próbowałam sama zrobić ocet, ale mi spleśniał. Słyszałam, że bardzo dobry jest ten od „Bragg”, ale to podobno dokładnie ten, który można wyhodować w domu 😉 Też myję dwa razy w tygodniu i chociaż sam zabieg jest dłuższy niż piana i woda, to nie wróciłabym do tego <3

      • Nat
        Posted at 20:52h, 06 stycznia

        To, że na opakowaniu jest napisane, że może zawierać X oznacza tylko, że w fabryce na tej samej linii był używany produkt X. Linie są czyszczone pomiędzy produktami, ale w przypadku alergików jakaś pozostała drobina i tak może wywołać wstrząs anafilaktyczny, dlatego producent ma obowiązek powiadomić o wszelkich uczulających produktach, które miały kontakt z tymi samymi urządzeniami.

      • Antywieszakowa
        Posted at 01:07h, 07 stycznia

        Producent ma obowiązek napisać adnotację na temat niepożądanych składników, a nie wymieniać je w składzie. To o czym mówisz brzmi „Produkt może zawierać orzechy, soję itp” i dotyczy produktów spożywczych. Kosmetyki i leki nie mają takich regulacji, a Twoje wytłumaczenie tylko rzuciło kolejny cień na warunki w jakich są produkowane.

  • Ilona
    Posted at 13:51h, 25 grudnia Odpowiedz

    Powiedz mi tylko jedno… jak to sie ma z olejowaniem? mozna polaczyc jedno z drugim?? prosze o odpowiedz! 🙂

    • Antywieszakowa
      Posted at 14:38h, 27 grudnia Odpowiedz

      Odpowiedź już jest w komentarzach 😉

  • Paulala
    Posted at 12:13h, 22 grudnia Odpowiedz

    Idolko Ty moja, od pół godziny dumam nad tym, jakich słów użyć, by nie brzmieć jak niepokojąco podjarana i egzaltowana małolata, dlatego lać wody nie będę i poprzestanę na krótkim stwierdzeniu, że czytam od dawna, nie zamierzam przestać, podoba mi się kierunek, którym zmierzasz ostatnio i ogólnie to spoko babka jesteś, adoptowałabym. I dziękuję za wszelkie wpisy, również za ten.
    Miałam epizod z NO POO i muszę tu zgłosić swoje obawy i trudności. Pierwszym jest sama soda, z którą powinniśmy bardzo uważać, bo jak w oczy wpadnie, to masakra – że boli to pół biedy, jak odpowiednio szybko się nie zareaguje, to oka nie ma. To takie danger zone i warto o tym wspomnieć tak dla wszelkiej ostrożności, bo na szamponach informacja o tym stoi, a niektórym „zdrowość” NO POO może przysłonić zdrowy rozsądek. Moje własne doświadczenia, które stanęły na drodze skutecznego odgrodzenia się od szamponów są następujące: 1) soda piekła w czoło, 2) ocet jabłkowy śmierdzi. Pierwsze może wynikać ze stężenia roztworu i zbyt nonszalanckiej aplikacji (do głowy nie przyszedł mi spryskiwacz) – i to ogarnę przy następnej próbie, może również mieć przyczynę w delikatnej cerze, co jest już trudniejszą przeszkodą. Ale największą był ten cholerny ocet, a raczej jego zapach, który w moje cieniutkie, wysokoporowate włosy wpił się niczym błyszczący wampir w deskę i tkwił tam przez jakieś 2 tygodnie mimo kilku myć (już szamponami, tak, tymi z cudownymi zapachami egzotycznych owoców, które Fragrance mają chyba na 2 miejscu). Wiedziałam, że mogę ocet zastąpić cytryną, ale bałam się, że piekące od sody czoło + kwasek cytrynowy = śmierć przez wydrapanie sobie mózgu. Tobie chyba ten octowy zapach tak się nie trzyma, bo nie wierzę, że mimo tego zachwalałabyś tę metodę, więc rozumiem, że muszę się z tym pogodzić, ale w razie czego zostawiam tu ślad dla kogoś, kto również katusze musiał przez to przechodzić – po prostu jeśli wiesz, że twoje włosy łatwo chłoną zapachy i niełatwo je wypuszczają, to ocet lepiej zawczasu wymienić.
    Ktoś pytał tu o mycie mydłem Aleppo – to jest to, co stosuję obecnie i jesteś umiarkowanie zadowolona z okresami rozpaczy. Jak wspomniałam, mam włosy cienkie, wysokoporowate, ponadto mieszkam w kraju bardzo złej wody i o ile oliwa z oliwek i olejek laurowy same w sobie działają na czuprynę przyjemnie raz na jakiś czas, to przy regularnym używaniu podczas mycia mam wrażenie, że oleje za bardzo się na włosach osadzają i to mocno osusza i przetłuszcza włosy. Z kolei ziołowe mydełka typu z pokrzywy na dłuższą metę bardzo wysuszają włos. U mnie w miarę sprawdza się używanie aleppo i ziołowych wymiennie, ale tak zadowolona na 100% nie jestem.

    Wyszło pewnie długo i bez morału, ale co tam. Pozdrawiam i ślę buziaczki świąteczne.

    • Antywieszakowa
      Posted at 17:09h, 22 grudnia Odpowiedz

      I jak tu odpowiedzieć, nie dzieląc wypowiedzi na akapity 😉 Ocet mi strasznie śmierdział na początku, ale teraz mam już „syndrom śmieciarza” – prawie go nie czuję, wręcz przeciwnie, po umyciu mam wrażenie, że włosy pachną… czystością 😉 Węchu nie straciłam, czuję na włosach zapach tłuszczu po jednym wyjściu do chińskiej knajpy 😛 Mam mydło Aleppo, ale mam też złe doświadczenia z myciem włosów mydłem 🙂 Dzięki 🙂

  • Holly
    Posted at 00:59h, 22 grudnia Odpowiedz

    *komentarz nie ma na celu nikogo przekonywać do czegokolwiek, jedynie stanowi podzielenie się własną historią*

    Nie należę do włosomaniaczek, moje kłaki to pewnie w dużej mierze kwestia genów, ale pewnie i nieco właśnie dziwnej pięlegnacji (lub jakby można powiedzieć, jej braku). Długość? Dawno za pas. Gęstość? Jak dla mnie to bardzo cienkie; fryzjerzy jednak, jak przychodzę ściąć grzywkę lub końcówki, zawsze się zachwycają ich objętością i kondycją — nie wiem, nie znam się. Mycie? Uwaga! Raz na tydzień lub rzadziej. Często właśnie sodą lub wodą, czasami szamponem (niewielka ilość). Żadnych odżywek, dodatkowych kosmetykow, dieta przeciętna. Można? Można :D. Mieszkam w akademiku, niemalże każda współlokatorka na początku nie wierzyła mi, że naprawdę nic nie robię z włosami i są w takim stanie. Później same się przekonywały.


    Zabawne dla mnie jest, że właśnie instagram przez całą swoją „sztuczność” i „odrealnienie” jest najmniej przeszkadzającym mi social media :D. Traktuję profil jako rodzaj „fotopamiętnika”, nie obchodzi mnie, czy mam 10 czy 30 serduszek. Kiedyś w dobie „oswiajania się” ze swoim wyglądem i „wychodzenia ze wstydu” (nota bene zainspirowanego Twoim postem!) był dołączony do mojej strony internetowej, jako forma „galerii zdjęć”. Obserwuję niewiele osób, niekoniecznie takie, które znam osobiście. Sympatyczne jest dla mnie, że praktycznie przy każdym przejrzeniu (raz na kilka dni, czasem nieco częściej) znajduję kilka(naście) postów, które naprawdę mi się podobają, potrafią rozśmieszyć, czy po prostu są „miłe dla oka”. Co innego fb. Trzymany ze względu na kontakt z kilkoma osobami, które z różnych przyczyn nie używają innych środków komunikacji. Większość „znajomych” z zupełnie innymi od moich doświadczeniami życiowymi, ich posty potrafią wbić nieźle w deprechę (komentarze do narzeczeństw „ach i Ciebie dopadło” i od razu myśl w głowie „acha, czyli skoro to , to chyba coś ze mną nie tak, że ja „, zdjęcia bobasów, moda ślubna i do tego każda drobnostka robiona z Mężem, która urasta do potrzeby zrobienia life event z obowiązkowym komentarzem „wreszcie szczęśliwa”, jakby wcześniej na etapie Męża będącego chłopakiem nie była wcale taka). Któregoś razu wylogowałam się z fb na kilka miesięcy, żeby się uspokoić i zdystansować i w sumie bardzo dobrze ten czas wspominam. Teraz *zbyt* często stosuję opcję „hide” — na trochę pomaga, ale proporcja hide’ów do like’ów mnie też nieco dobija. Brak aktywności na fb miewa jednak zabawne strony: kiedyś moją dawno niewidzianą koleżankę niemalże „zamurowało”, gdy powiedziałam jej o doktoracie, bo sądziła, że nawet jednego stopnia studiów nie skończyłam „bo nie było o tym posta na fb”!

    chyba mnie znienawidzisz, za tej długości komentarze 😀

    • Antywieszakowa
      Posted at 17:21h, 22 grudnia Odpowiedz

      No właśnie, a gdybyś urodziła dziecko i nie wrzuciła zdjęcia, to by wszyscy mówili, że przecież poroniłaś. Ten, kto żyje life eventami, jest szczęśliwy tylko czasem, czyli tylko wtedy, gdy coś się wokół niego dzieje. Musi być trudno cieszyć się chwilą z mężem i jednocześnie publikować posty na fejsie i odpowiadać na komentarze 🙂 Już nie wierzę w ustawione życie 😉 „happiness is an inside job, and all we need is love” 🙂

  • Your full name
    Posted at 21:49h, 21 grudnia Odpowiedz

    Powiem (napiszę) tak – jestem co najmniej sceptycznie nastawiona do tego wpisu. Niemniej czekam na recenzję po dłuższym czasie stosowania, bo 2 miesiące to jednak krótko (piszę to z perspektywy osoby, która od lat boryka się z łupieżem i zdarzało mi się wielokrotnie odtrąbić zwycięstwo po paru miesiącach stosowania różnych specyfików i sposobów, po czym wszystko wracało do starej, podłej normy;). Ale jednego zdzierżyć nie mogę (kłamię- wielu rzeczy w tym wpisie) – żółta woda po umyciu głowy sodą ma świadczyć o wypłukiwaniu się toksyn? Are u fucking serious?! Jedyne co widzę w tej chwili przed oczyma to reklama plastrów „odtruwających” w mango, które nakleja się na stopy, a one czernieją od toksyn (w rzeczywistości od potu). Skoro farbujesz włosy, to chyba logiczne, że soda wypłukała farbę intensywniej od szamponu (zajrzałam do wpisu i nie widzę potwierdzenia co do farbowania – w takim razie faktycznie, do ścieków spływają najgorsze toksyny z szamponów komercyjnych producentów^^).

    • Antywieszakowa
      Posted at 17:34h, 22 grudnia Odpowiedz

      Po pierwsze – nie farbuję włosów (włosy klasycznie rozjaśniane mają kolor zdejmowany, a nie nakładany). Po drugie – gdzie napisałam cokolwiek o WYPŁUKIWANIU toksyn? Napisałam wyraźnie, że soda je NEUTRALIZUJE, a usuwa brzydkie zapachy i pozostałości po produktach. Ale racja, mogłam napisać jaśniej BRUD i SYF. A co do telezakupów mango, to przynajmniej nie biorę ani grosza za moje szarlatańskie metody 😉

  • Weronika
    Posted at 20:26h, 19 grudnia Odpowiedz

    Bardzo możliwe, poeksperymentuję jeszcze, strasznie szybko się poddaję, a ałun polecałam Ci w ramach antyperspirantu, o którym tutaj wspominałaś w komentarzu. Dzięki 🙂

    • Antywieszakowa
      Posted at 15:27h, 20 grudnia Odpowiedz

      Zignorowałam ten ałun celowo… Wybacz, że muszę to powiedzieć, ale jego naturalność to MIT, bo w ałunie jest glin, a aluminium to przecież stop glinu (a tego chyba unikamy w dezodorantach, gdzie aluminium zazwyczaj jest na 4 pozycji w składzie). Ałun to czysty siarczan glinu i potasu lub amonu. Owszem zabija bakterie, nie zmniejsza potliwości, ale absolutnie nie jest tak neutralny, jak nam wmawiają. To tylko wygląda jak naturalny kryształ, ukopany i ociosany w stożek (ma tak wyglądać). Niestety naprawdę to są ugotowane w siarce metale ciężkie, przelane do foremki 🙁 Na razie przerzucam się na sodę oczyszczoną z olejem kokosowym, ale aplikacja nie powala…

  • Madzik
    Posted at 18:45h, 18 grudnia Odpowiedz

    HEj ho 😉
    Od niedawna znam Twojego bloga i śmiem twierdzić ze fajnie tworzysz 🙂
    Od jakichs 4 dni razem z siostra staramy sie myć swe klaki metoda z soda i octem .. jest jednak niewielki zonk co do owej metody. Czy Twoje/Wasze włosy sa takie hmmm jakby sztywne po takim myciu ? Jakby postawione troche na cukier ?? Albo na dry shampoo ? Cieżko mi to opisać … wlosomaniaczki moze określiłyby to przeproteinowaniem ?

    Dzieki za pomoc xxx

    • Antywieszakowa
      Posted at 16:21h, 19 grudnia Odpowiedz

      Moje włosy są sztywne i szorstkie gdy spłukuję sodę. Od razu widać jak mocno są oczyszczone, ale to też dzięki rozpuszczeniu sody w bardzo ciepłej wodzie. po spłukaniu sody, robię miksturę z wody i octu jabłkowego i też obficie spryskuję skalp i włosy, a po dokładnym wmasowaniu, polewam miksturą całe włosy. Ta sztywność o której piszesz może wynikać np z oblepiaczy pochodzących z szamponu. Potrzeba naprawdę sporo, czasu, żeby oczyścić włosy z tego syfu, a oprócz powyższej listy, trzeba dodać też np jedwab, który jest prawie nie do zdarcia z powierzchni włosa…

      • Marta
        Posted at 19:53h, 30 stycznia

        Od kilku dni zaczęłam stosować tę metodę (po szamponach strasznie swędzi mnie skóra głowy…) i mam to samo co dziewczyny wyżej – włosy po umyciu i spłukaniu oraz opłukaniu octem są strasznie sztywne i dziwne w dotyku, do tego okropnie mi się plączą i na szczotce znajduję ich dużo więcej niż wcześniej… Chyba muszę po prostu dokładniej przykładać się do wcierania mikstury z octem jabłkowym. No i czekać, aż wypłuczą mi się wszystkie oblepiacze 😉 Mam nadzieję, że moja cierpliwość się opłaci, bo z tą niestety mam problemy :p

      • Antywieszakowa
        Posted at 20:44h, 31 stycznia

        Wasze objawy przypominają mi jak myłam włosy mydłem! Dokładnie to samo, sztywne i splątane. Jeszcze raz powiem czego trzeba pilnować (bardzo ważne):
        -Po pierwsze – rozpuszczanie sody – woda musi być bardzo gorąca (prawie parząca) – soda ma się rozpuścić całkowicie, pozostawiając tylko „śliską” w dotyku wodę. Żadnego mycia włosów nierozpuszczonym proszkiem (wrażenie piasku, niejednorodna mieszanina, grudki lub wrażenie „zważenia się” mikstury). Grozi to podrażnieniem i trudnościami w spłukaniu włosów.
        -Po drugie – spryskiwacz – Najpierw spryskujemy skalp, potem całe włosy, masujemy głowę, a jak nam się odechce pryskania, polewamy włosy resztą mikstury.
        Po trzecie – spłukiwanie – bardzo dokładnie masujemy głowę podczas spłukiwania (powinno się pojawić uczucie szorstkich włosów, jak po szamponie głęboko oczyszczającym).
        Woda z octem może być już chłodna i też możemy zacząć od spryskiwania. Jeśli pojawi się swędzenie skóry, oznacza to niedokładne spłukanie, ale woda z octem zastosowana miejscowo, załatwia sprawę od ręki.
        Rytuał trochę trwa, ale mamy mycie z głowy na 3-4 dni 😉

  • Weronika
    Posted at 14:28h, 17 grudnia Odpowiedz

    Antyweszko od siebie mogę dodać ałun, naturalny kryształ górski, jeden egzemplarz mam od pół roku i się nie kończy.Dał radę w upalne dni. Nie brudzi, bezzapachowy. Polecam serdecznie 🙂 co do mycia włosów. Na mnie metoda z sodą i octem nie działa, włos sztywny, niedomyty.Może ktoś poleci mi jakiś preparat, kosmetyk bądź przepis na myjadło do włosów przetłuszczających się z siarką? Mydło siarkowe nie sprawdziło się.

  • Sławek
    Posted at 17:28h, 16 grudnia Odpowiedz

    Od dłuższego czasu myję się wodą, do której dodaję łyżkę sody i szczyptę kwasku cytrynowego. Włosy myję samą wodą, dodatkowo nacieram naftą. Po myciu nie znajduję nawet jednego, który by wypadł. Rano zamiast myć stosuję mgiełkę z wody destylowanej. Przecieram ręcznikiem, czeszę, czym przywracam ład na głowie. W pełni popieram wyżej opisane sposoby przez autorkę.

    • Antywieszakowa
      Posted at 22:05h, 16 grudnia Odpowiedz

      A wiesz, że ludzie boją się zarówno sody, jak i kwasku? Kojarzą to z jakąś trującą chemią. Nie do pomyślenia. Muszę wypróbować naftę <3

      • Anna
        Posted at 19:03h, 01 stycznia

        Antyweszko, przecież nafta to ciekła parafina. 🙂

      • Antywieszakowa
        Posted at 15:51h, 04 stycznia

        Masz rację, nie zrobiłam researchu 😉 A z ałunem miałam odwrotnie i wyszło szydło z worka 😉 Odpowiedź brzmi – szukać, szukać, szukać 😉

  • Joanna j
    Posted at 02:19h, 16 grudnia Odpowiedz

    Spróbuj jeszcze mycia mąką źytnia☺ jest naprawdę super! I piling skóry głowy octem jabłkowym przed myciem ( wcielasz ocet, czekasz 30 min i myjesz włosy, skórę głowy ) pomaga na przetluszczanie, łupież i grudki. Ja stosowałam raz w tygodniu potem raz w mcu i jest super!

  • Xarria
    Posted at 20:04h, 15 grudnia Odpowiedz

    Zgadzam się z prawie wszystkimi rzeczami, które napisałaś 😉 ale nie każdy alkohol wysusza, cetylowy nawilża i wygładza.

    • Antywieszakowa
      Posted at 21:13h, 15 grudnia Odpowiedz

      A także stabilizuje, konserwuje i zagęszcza 😉 Na polskich stronach wyczytałam wiele superlatyw na temat powyższej listy, a to o nawilżaniu i wygładzaniu to nawet pierwsza pozycja w google 😉

  • arspolonica
    Posted at 14:13h, 15 grudnia Odpowiedz

    Post jest świetny, dziękuję za niego w imieniu facetów.

    Proszę jeszcze wziąć pod lupę świat dezodorantów, antyperspirantów, blockerów… To dopiero musi być trucizna.

    • Antywieszakowa
      Posted at 15:02h, 15 grudnia Odpowiedz

      Tak, dezodorant trudno zastąpić. I jeszcze to, że używamy tego prawie bezpośrednio na węzłach chłonnych. Jak coś znajdę, to dam znać 😉

      • Magdalena
        Posted at 23:41h, 17 grudnia

        Nie trzeba długo szukać. Jest Ałun. Używam i bardzo polecam.

  • coldold
    Posted at 10:08h, 15 grudnia Odpowiedz

    Ok, ale oleju to nie zmyje, co nie? A uwielbiam naturalne oleje do pielęgnacji włosów. Co myślisz?

    • Antywieszakowa
      Posted at 14:56h, 15 grudnia Odpowiedz

      Zacznijmy od tego po co używasz olejów? Też stosowałam olejowanie i myślałam, że ten olej „coś robi”, ale czy widziałam mega efekt, to nie powiem (chociaż heenara faktycznie dała mega efekt – jeszcze długo nienawidziłam tego, że „zrudziały” mi włosy i nie skojarzyłam, że to od czerwonego olejku). Obecnie nie mam żadnej potrzeby poprawiania kondycji włosów olejem 🙂

      • coldold
        Posted at 07:22h, 16 grudnia

        Może i tak, ale latami wieloetapowo pielęgnowałam włosy i po prostu trudno mi się przestawić na myślenie, że bez tych zabiegów utrzymam ładny wygląd włosów.

  • Ewa
    Posted at 10:01h, 15 grudnia Odpowiedz

    zainteresowałam się powyższą metodą, jednak ze względu na moje delikatne i cienkie włosy chciałabym zacząć od mycia czymś łagodniejszym, np mydłem. Jakie byłoby odpowiednie? szare, dla dzieci, aleppo? mogłabym liczyć na jakąś propozycję? pozdrawiam!

    • Antywieszakowa
      Posted at 14:50h, 15 grudnia Odpowiedz

      Mam na swoim koncie epizod z myciem włosów mydłem z zieloną glinką kambryjską i o ile pierwsze próby mnie zachwyciły, tak potem było coraz gorzej. Włosy były jak siano, pomimo płukania octem…

      • Ewa
        Posted at 16:43h, 15 grudnia

        co więc polecasz na delikatne włosy? może mycie naturalnym miodem? boję się, że soda zniszczy mi włosy

      • Antywieszakowa
        Posted at 16:58h, 15 grudnia

        Napisałam całą listę rzeczy, które niszczą włosy, prawie wszystkie szampony je zawierają, wspomniałam, że soda pomaga nawet na ŁYSIENIE, ale to chyba jeszcze za mało…

  • Kasia
    Posted at 22:29h, 14 grudnia Odpowiedz

    O dzizas. Jestem wlosomaniaczka choć mam cienkie włosy. Alkohol i slsy nie zawsze złe- ja raz ba miesiąc sls muszę użyć ( zaraz się okaże ze nie). Sok z cytryny itd. tez sprobuje, swego czasu smarowalam się wit. C i działało spoko. Ale jako ze sama robię już ocet jabłkowy, chleb bez ulepszaczy, dżemy i soki dla dzieci więc ZROBIE SE 🙂 wyprobuje chętnie i będę Cię kochać jak za inne wpisy. Dla mnie jesteś inspiracją :*

    • Antywieszakowa
      Posted at 00:31h, 15 grudnia Odpowiedz

      To ja Cię będę kochać za przepis na ocet jabłkowy! <3

  • Angelika
    Posted at 22:21h, 14 grudnia Odpowiedz

    A skóra głowy z łupieżem/ ŁZS? U mnie następnego dnia po myciu występuje świąd i strupki/łuszczenie. Myślisz, że mogę spróbować?

    • Antywieszakowa
      Posted at 00:30h, 15 grudnia Odpowiedz

      Kochana przecież to właśnie dla Ciebie! <3 Koniec ze swędzącą skórą 🙂

      • SoOwl
        Posted at 21:26h, 18 grudnia

        Oj, Antywieszko, nie zawsze… 🙁 mam dokładnie ten sam problem, co Angelika. Wypróbowałam metodę z sodą miesiąc temu, za pierwszym razem prawie się popłakałam ze szczęścia, że coś pomogło na moje strupki… za 2 i 3 było tak samo, jak po szamponie, za 4 gorzej, przy 5 myślałam, że wydrapię sobie wszystkie włosy.
        Co prawda się nie poddaję – od dwóch tygodni po umyciu, a przed „zaoctowaniem” nakładam na +/- 15 min „gluta” z lnu… Na razie jest ciut lepiej, ale nie znam się na chemii ani pielęgnacji, więc nie odważyłabym się komuś polecić (a co jak za kolejny miesiąc dla odmiany wyłysieję…? :p)

      • Antywieszakowa
        Posted at 16:35h, 19 grudnia

        Miałam etap swędzenia, jak i nagłego łuszczenia, ale okazało się, że nieprawidłowo rozpuściłam sodę i ona została na włosach (jeśli miałaś uczucie mycia włosów „piaskiem” i widziałaś, że soda opada na dno butelki i nie jest rozpuszczona, to jest właśnie to!). Kryształki sody pod żadnym pozorem nie mogą pozostać na włosach. Musi być rozpuszczona całkowicie w bardzo ciepłej wodzie. Drugi błąd to niedokładne zakwaszenie skóry głowy (to skóra najbardziej potrzebuje zakwaszenia, a nie włosy). Najlepsze efekty daje spryskiwanie, dokładne wmasowywanie i dopiero na końcu polewanie. A jeśli mimo to, poczujesz swędzenie na już wysuszonych włosach, możesz znowu spryskać to miejsce i przejdzie 😉 Powodzenia <3

  • TakaJedna
    Posted at 19:04h, 14 grudnia Odpowiedz

    A czy z moczeniem włosów w roztworze sody przez 2-3 min chodzi o to, żeby je trzymać w jakiejś misce z tym przez te 3 minuty, czy żeby zamoczyć, odcisnąć z wody i potrzymać takie mokre aż do etapu z odżywką octową? ?Pozdrawiam 🙂

    • Antywieszakowa
      Posted at 19:33h, 14 grudnia Odpowiedz

      Całe włosy mają być w roztworze sody 😉 nie musisz ich „tyle moczyć”, tylko zmoczyć „na tyle” minut i spłukać 😉

  • bez sennosc
    Posted at 16:49h, 14 grudnia Odpowiedz

    Ja jako jedna z przedstawicielek włosowej blogosfery cieszę się bardzo, że napisałaś o tej metodzie i jej próbujesz:) Czasem mi się wydaje, że na włosowych blogach był ten moment przebłysku i miliony postów o szkodliwych składnikach (to samo zresztą z olsnieniami w kwestii żywienia itd), ale potem coraz częściej zaczęło się pojawiać słowo UMIAR, PRZESADA itd i faktycznie są blogi, które właściwie reklamują kosmetyki (nawet z „naturalnymi” składami, jednak które są wciąż kosmetykami wypchanymi różnymi suubstancjami).

    Osobiście ciągle się zbieram do tego, żeby ją wypróbować – na koncie mam już akcje typu tydzień bez kupnych kosmetyków gdy robiłam wszystko własnoręcznie też z sodą, glinkami itd i faktycznie, efekt był całkiem inny niż po myciu szamponem, ale obecnie zniechęcają mnie warunki, nad czym jednak wytrwale pracuję i mam nadzieję to zrobić w 2017:D Bardzo motywujesz Antyweszko, jak zawszeeee! Co do fb – szacunek, reprezentuję tą samą stronę.

    • Antywieszakowa
      Posted at 17:58h, 14 grudnia Odpowiedz

      Jeśli blogerka rozumie, jaka spoczywa na niej odpowiedzialność, będzie ostrożna 😉 Powinno ją obchodzić przede wszystkim bezpieczeństwo swoje i czytelników 😉 Po składzie właśnie widać co obchodzi producenta szamponu – żeby produkt nie zamarzał i żebyś kupowała go jak najczęściej 😉

      PS Masz przepiękne włosy <3

  • Nina
    Posted at 16:34h, 14 grudnia Odpowiedz

    Myję włosy co 3 dni. Zwykłym szamponem (najlepiej na promocji i tak za 10zł) i kładę odżywkę za jakieś 5zl w promocji (kallos czy jakoś tak). Moje włosy trzymają się zadziwiająco dobrze. Przyznaję, nie chce mi się bawić w unikanie wszystkiego co może nam zaszkodzić bo chyba trzeba by bylo się w bańce zamknąć i samemu produkować wszelkie pożywienie. Szanuję takie działania ale jakoś lubię swoje włosy które po odpowiednim szamponie są w miarę okiełznane a nie sterczące na wszystkie strony

    • Antywieszakowa
      Posted at 17:25h, 14 grudnia Odpowiedz

      Robiłam podobnie – szampon dla dzieci, a zamiast odżywki – koniecznie produkty do stylizacji (bo niestety po wysuszeniu miałam szopę na głowie). Teraz wystarczy, że je wysuszę i nic więcej nie muszę z nimi robić. I już nie pamiętam kiedy rozczesywałam kołtuny 😉

  • Marta Fabiańska
    Posted at 09:49h, 14 grudnia Odpowiedz

    Stosuję tę metodę od roku. Nie powiem, żebym zauważyła jakieś spektakularne efekty jeśli chodzi o przyrost włosów, ale przynajmniej są o wiele zdrowsze – lśniące, mocniejsze. Nie zmieniło się też nic w kwestii częstotliwości mycia – nadal muszę je myć codziennie bo się mega przetłuszczają. Na przesuszanie, które jednak mnie czasem dopada przy tej metodzie, mam prostą metodę – olejki wcierane w końcówki – kokosowy lub z pestek śliwki.
    Obecnie zamówiłam sobie zestaw do domowego zrobienia szamponu, z bazą niezawierającą SLSów, parabenów i innych cholerstw a za to z hydrolatami, honeyquatem i olejkami. Zobaczymy, jak to zadziała, na razie będę to stosowała wymiennie z sodą.
    Niemniej jednak już dzisiaj wiem, że do „normalnych”, sklepowych szamponów na pewno nie wrócę.

    Aha, zapomniałaś dodać jednej istotnej i jednocześnie praktycznej rady – soda rozpuszcza się wyłącznie w ciepłej, ale nie gorącej wodzie. W zimnej wodzie się nie rozpuści i szampon zrobionu na zapas po prostu się skawali i nic z tego nie będzie. dodatkowo mycie można przyrównać do wcierania piasku w głowę 🙂 soda rozpuszczona w mocno ciepłej wodzie daje klarowny płyn idealny do mycia. dodatkowo ciepła woda otwiera łuski włosa i brud lepiej się wypłukuje. Z kolei płukanka z octu zamyka łuski, więc suma sumarum nasz włosy są po takim myciu czyste i lśniące 🙂

    • Antywieszakowa
      Posted at 10:07h, 14 grudnia Odpowiedz

      Ile wiedzy! <3 Dziękuję za radę o ciepłej wodzie! A odżywka z octem to mój nowy idol <3 Wczoraj pierwszy raz spryskałam nią całe ciało po kąpieli i nadal jestem w szoku - moja skóra jest gładka jak nigdy, jak po peelingu co najmniej <3 Będę używać codziennie 😉

      • Marta Fabiańska
        Posted at 11:13h, 14 grudnia

        Wszędzie czytałam o rozpuszczaniu sody w wodzie a mnie się to przez pierwsze trzy miesiące nie udało ani razu! Sprawdzałam na milionach forów, polskich i zagranicznych i wszyscy zapewniali, że mogę sobie zrobić szampon na zapas. Wychodziły wielkie grudy i nie dało się tego rozbić. Dopiero jak wygooglałam „rozpuszczanie sody” to okazało się, że trzeba to robić w ciepłej wodzie. I nikt tego nie pisze! Naprawdę, ta wiedza zmieniła moje życie 🙂
        I dodatkowy plus – cena! Za 5kg sody zapłaciłam tyle, co za jeden szampon, tylko szampon starcza na miesiąc a taka ilość sody na ok 8-9 miesięcy. Ocet jabłkowy kosztuje 2 złote, więc roczny koszt tej metody to jakieś 50zł 🙂

      • Antywieszakowa
        Posted at 12:04h, 14 grudnia

        Nie zdajemy sobie sprawy z tego, co jest dla nas niebezpieczne. Starasz się zdrowo odżywiać, unikać chemii, a to proszę – silikon w kosmetykach blokuje samooczyszczanie i jesteśmy małymi bombami zegarowymi, które kumulują metale ciężkie aż w końcu nam coś wysiądzie. W powietrzu jest aluminium, ołów, bar… Choroby układu oddechowego wskoczyły na 3 miejsce przyczyn zgonów. Nikt o tym nie mówi…

  • Martyna
    Posted at 09:17h, 14 grudnia Odpowiedz

    aż zaswędziała mi głowa! co prawda włosy myję co 2-3 dni, więc względnie uważam, że mam dobrą pielęgnację 😀 ale może zaryzykuję z tą sobą, bo brzmi bardzo naturalnie i świeżo 🙂

    • Antywieszakowa
      Posted at 10:02h, 14 grudnia Odpowiedz

      Koniec z wszystkimi problemami z włosami 😉

  • Monika
    Posted at 09:13h, 14 grudnia Odpowiedz

    Zastanawiam się czy ta metoda jest dobra dla wszystkich rodzajów włosów? Jestem (niestety) posiadaczką kręconych i mega suchych, drutowatych włosów… Bez odżywki i balsamu albo fluidu do stylizacji włosów, wyglądam jakby piorun strzelił w rabarbar;(

    • Antywieszakowa
      Posted at 10:02h, 14 grudnia Odpowiedz

      To tym bardziej powinnaś się pozbyć tych wszystkich zalepiaczy 😉 Na YT jest dziewczyna, która stosuje N-P a włosy ma jak baranek 😉 szukaj w popularnych filmach z no poo 😉

  • marta
    Posted at 08:18h, 14 grudnia Odpowiedz

    A czy fakt, że po takim myciu użyjemy pianki, żelu, czy innego kosmetyku kompletnie zniweczy nasze starania o super nowe włosy? 🙂 Mam kręcone włosy i zazwyczaj coś na nie jeszcze nakładam… Chyba że jest też jakiś magiczny i naturalny specyfik, który podkreśli skręt? 🙂

    • Antywieszakowa
      Posted at 09:58h, 14 grudnia Odpowiedz

      Możesz nakładać co chcesz, ale skórę głowy to Ty szanuj 😉 <3

    • Podpowiadak
      Posted at 11:41h, 15 grudnia Odpowiedz

      Siemię lniane! „Glutek” z siemienia lnianego jako żel do stylizacji, który powstaje po jego ugotowaniu albo „zwykła” płukanka z siemienia nawilża i idealnie podkreśla skręt włosów. 🙂

      • Antywieszakowa
        Posted at 14:56h, 15 grudnia

        O! <3

  • Małgorzata
    Posted at 01:07h, 14 grudnia Odpowiedz

    kurcze, fajnie brzmi pomysł z takim myciem włosów, może by mi pomogło, ale najbardziej przeraża mnie to jak moje włosy by wyglądały przez pierwsze dni i czy nie bałabym się wyjść do ludzi… :/

    • Antywieszakowa
      Posted at 09:56h, 14 grudnia Odpowiedz

      Moje nie wyglądały dobrze, bo nie umiałam ich myć 😉 ale spryskiwanie zdziałało cuda 😉

  • Naska
    Posted at 22:50h, 13 grudnia Odpowiedz

    Brzmi nieźle, ale czy sprawdzi się również u osób, które często mają wysiłek fizyczny i po prostu skóra głowy się poci?

    • Antywieszakowa
      Posted at 09:55h, 14 grudnia Odpowiedz

      Myjesz włosy w zależności od potrzeb;) Nie ważne czy trenujesz, czy jesteś górnikiem 😉

  • Madzia
    Posted at 21:13h, 13 grudnia Odpowiedz

    Cześć! Po pierwsze: OMG TYLE WIEDZY. Nieocenione. Po drugie, mam kilka pytań: 1. Skoro masz już w tym doświadczenie (bo dla mnie wszystko związane z dbaniem o wlosy kojarzy się z mordęgą i jest to głównym powodem zniechęcenia, więc muszę szukać ułatwień), jak najlepiej zorganizować się z płukaniem? Po prostu mieszam wodę z octem i oblewam tym włosy na koniec mycia? I co potem? Żadnego płukania? Suszenie? Czy lepiej bez? I 2. Co z suchymi szamponami, czy są one tak straszne jak zwykłe? Czy jeszcze gorsze?
    Dzięki i pozdrawiam!

    • Antywieszakowa
      Posted at 21:27h, 13 grudnia Odpowiedz

      Dokładnie tak 😉 U mnie najlepiej sprawdzają się 2 małe butelki – jedna z sodą (i spryskiwaczem), druga z octem. Najpierw spryskuję, potem odkręcam i polewam całe włosy. Płuczę dokładnie wodą i kolej na ocet. Ważne jest żeby nie spłukiwać tego octu, bo mamy przywrócić kwasowe pH (a jak to spłuczemy, to wrócimy do obojętnego pH). Zapach octu znika zaraz po wysuszeniu. Używam suszarki z jonizatorem 😉

  • Kamila Guzy
    Posted at 19:57h, 13 grudnia Odpowiedz

    Ile tu się można dowiedzieć 😛 Zdecydowanie wypróbuję tę metodę 🙂 Mam nadzieję, że moje włosy będą chciały współpracować 😉 Pozdrawiam :*

    • Antywieszakowa
      Posted at 20:03h, 13 grudnia Odpowiedz

      :* <3

  • maszynistka
    Posted at 19:34h, 13 grudnia Odpowiedz

    Powiem, że mnie zachęciłaś. Trochę się obawiam, ale tak nienawidzę myć włosów i tyle mi ich wypada, że postaram się zebrać. Z szamponem jest po prostu łatwiej. Kupuję coś, co w miarę znam, nie muszę nic mieszać, mam gotowy specyfik. Moja siostra swego czasu robiła sobie odżywkę z białka kurzego. Jakie to dawało efekty! Mega grube i lśniące włosy, co naturalnie ożywiało naturalny kolor. Mam zatem dwie rzeczy do wypróbowania 🙂

    • Antywieszakowa
      Posted at 20:07h, 13 grudnia Odpowiedz

      Moja mama używała jeszcze nafty, ale ja się boję 😉

  • Agnesss
    Posted at 19:14h, 13 grudnia Odpowiedz

    Antyweszko! Dziękuję za tego posta, w końcu ktoś konkretnie napisał, w jaki sposób myć włosy metodą „no poo” bez rozczarowań. Teraz mam motywację, aby zacząć porządną kurację włosów 😀

    P.S. Prowadzisz fantastycznego bloga, za każdym razem czytam Twoje posty z przyjemnością i uśmiechem na ustach 🙂

    • Antywieszakowa
      Posted at 20:01h, 13 grudnia Odpowiedz

      Spryskiwacz fryzjerski dał radę 😉 Kiedy znalazłam na yt kolejny film, w którym dziewczyna opisuje swoje koszmarne doświadczenie (laska myła włosy samą wodą, a na filmie pokazała tłuste strąki), stwierdziłam, że muszę o tym napisać 😉 <3

  • Daria
    Posted at 19:03h, 13 grudnia Odpowiedz

    Zainspirowałaś mnie tym wpisem! Soda oczyszczona ma tak wiele zastosowań, że czas zacząc ją kupować w kilogramach 😀
    Jest jakaś zalecana częstotliwość mycia włosów w ten sposób? Czy tak jak szamponem – gdy włosy zaczną być po prostu nieswieze? Mam nadzieję, że uda mi się zebrać i zacząć myć włosy w ten sposób, bo z tego co przeczytałam – warto.

    • Antywieszakowa
      Posted at 19:57h, 13 grudnia Odpowiedz

      Na początku nie zauważysz różnicy w częstotliwości mycia (gruczoły łojowe, przyzwyczajone do ciągłej pracy, będą trochę zdezorientowane – nadprodukcja), ale gdy te wszystkie oblepiacze wreszcie zostaną usunięte, a skóra znormalizowana, będziesz mogła myć włosy 2 razy, a nawet raz w tygodniu.

  • Karolina
    Posted at 18:57h, 13 grudnia Odpowiedz

    Hmmm….Ale Że odzywki i olejowanie tez nie?:> (doskonale rozuniem idee szamponu)

    • Antywieszakowa
      Posted at 19:54h, 13 grudnia Odpowiedz

      Olejowania już w ogóle nie potrzebuję, a odżywka to prawie same zapychacze (polimery – silikony) 😉

  • Marta
    Posted at 18:55h, 13 grudnia Odpowiedz

    Instagrama nie usunę, ale bardzo zainteresowałaś mnie tym „szamponem”. Myję włosy codziennie a chętnie bym tego uniknęła!

    • Antywieszakowa
      Posted at 19:51h, 13 grudnia Odpowiedz

      Ja miałam tego dość, więc zaryzykowałam 😉

Post A Comment