Pikowany zagłówek DIY :)

To było moje marzenie…

Tym marzeniem była piękna sypialnia. Z ogromną szafą na całej ścianie, w której schowam nie tylko ubrania, ale też biurko, tv i komputer, z pięknym fotelem w kącie, olbrzymią lampą i dużym łóżkiem, z wysokim, pikowanym zagłówkiem…

Tak było…

Dziś już nie ma śladu po obdartych ścianach…

A te wszystkie rzeczy, o których marzyłam, fotel, szafa, lampa…

Już tu są…

I już miałam po prostu odhaczyć sobie te rzeczy, robić listę kolejnych marzeń, planować, wyobrażać sobie cele i stawiać następne małe kroczki do wielkiej niewiadomej, którą wszyscy nazywamy przyszłością… Tą samą, o której koniecznie musimy codziennie myśleć, bać się jej i martwić się o nią…

Ale w międzyczasie wydarzyło się coś, czego nie potrafię Wam wyjaśnić i nie mogę Wam o tym opowiedzieć… Coś, co mogę nazwać tylko jednym słowem…

Przebudzenie…

Tak oto, codziennie budzę się w miejscu, które kiedyś istniało tylko w moich marzeniach. Mam to. Czy czuję się lepsza? Czy cokolwiek się we mnie zmieniło na lepsze? Co za różnica? Że teraz mam co pokazać? Pochwalić się? A to ja biorę udział w jakimś konkursie żyć, czy co? Sam spróbuj to sobie wyobrazić. Rozglądasz się wokół… Za oknem są palmy i widok na ocean, a to tylko jedna z kilku sypialni, w wielkim domu, położonym w jednym z najpiękniejszych miejsc na świecie… A to wszystko jest Twoje… Ale super… Czy coś się w Tobie zmieni, gdy znajdziesz się w takim miejscu?

Nie.

Zmieni się tylko Twój

wizerunek…

…w oczach innych. Jak w konkursie na najładniejsze życie na obrazku. Cokolwiek osiągniesz, nigdy się nie nasycisz. Ludzie będą Cię podziwiać, a Ty nie będziesz tego widzieć. Będziesz patrzeć na swoje życie w lustrze. Co oni gadają? To tylko obrazek, to nie jesteś Ty, nie żyjesz tak, nie czujesz tego szczęścia, które wszyscy Ci wmawiają. I wreszcie przestajesz ufać nawet bliskim, zostajesz sam i już do końca życia boisz się upadku z tak dużej wysokości, do której z wielkim trudem dotarłeś i… Ty już wiesz, że nic tam nie ma, ale cały świat nadal o tym marzy i będzie to robił do końca swoich dni…

Tym prostym i naiwnym sposobem, próbuję Wam powiedzieć, że nie mam już marzeń. I nazwijcie to jak chcecie (podpowiem Wam moje ulubione – „Dziewczyno! Toż to totalny brak ambicji!”), ale wreszcie zrozumiałam, że to, co robiłam do tej pory było po prostu totalnie głupie! Może nie skupiałam się tak bardzo na wyglądzie, ale totalnie zatraciłam się w potrzebach, sukcesach, ambicjach. Za wszelką cenę chciałam pokazać, że jestem lepsza, zdolniejsza, fajniejsza, że jeszcze wszystkim pokażę i wreszcie wyrwę dla siebie maksymalną ilość rzeczy, które może dać mi ten świat, bo on przecież kręci się wokół mnie, jest tylko dla mnie, a ja jestem tylko od tego, by brać, dogadzać sobie, coraz wyżej zadzierać nosa… i coraz niżej spadać, gdy chociaż mała drobnostka pójdzie nie tak…

Mogę się założyć, że nie widzicie w tym nic złego, że to normalne i właściwie o co się ta Antyweszka znowu czepia (znielubiam-unsub). Oj moje kochane Puchałki… Nie spocznę, dopóki swoim przykładem nie pokażę Wam, że droga, którą teraz idę, wyrwała mnie z ciemności depresji, codziennie zaskakuje mnie prawdziwymi cudami, poukładała moje życie jak puzzle (a to były te najtrudniejsze, 1000 kawałków i to z samym niebem!), a co najlepsze – pierwszy raz naprawdę czuję, że niczego się nie boję!

/TU znajdziecie trochę towaru, który biorę, a poza tym zawsze możecie do mnie napisać i spytać! Ale oczywiście miało być o zagłówku…

Wy na tym zdjęciu widzicie tylko efekt końcowy i prawdziwie królewski mebel. Ja tu widzę cały tydzień pracy i kolejny raz po tak dużym projekcie, cieszę się, że wróciło mi czucie w palcach… A co u Was? Macie jakieś „czucie”? Bo jeśli to czucie, to małe zazdrości ukłucie… to już Wam mówię, że jeśli będziecie patrzeć na innych przez pryzmat tego, że „ona ma, a ja nie mam”, to wezmę się i wstanę do Was! Pamiętajcie, że ja tego nie ukradłam, nie kupiłam i nie zleciłam komuś innemu. Włożyłam w to serce, bardzo dużo pracy i jeszcze więcej czasu. I nie mówię Wam tego z pustego narcyzmu, tylko z pełnego wkurwienia, bo ciągle ktoś mi pisze komentarze w stylu „zrobiłam podobne, ale Ty masz lepsze i już się z mojego nie cieszę”… Zapamiętaj – Gdy wreszcie przestajesz myśleć, że inni tylko „leżą i mają”, cała zazdrość odejdzie, a w jej miejscu pojawi się zdrowa motywacja – „ja to chcę proszę ja Ciebie i ja to proszę ja Ciebie zrobię, a jak nie to zdobędę!” No!

Jak zrobić pikowany zagłówek?

Jeśli liczycie na kolejny kurs pikowania, to cototototo nie. Nie po to produkowałam się wtedy, żeby się teraz powtarzać, a ponieważ robiłam to samo, wyjaśnię Wam tylko podstawowe różnice. Pikowanie jest naprawdę proste i przyjemne, a efekt końcowy jest wart każdej „zmarnowanej” godziny.

Od czego zacząć? Po pierwsze – rama. Jeśli chcemy wykorzystać stare łóżko, najpierw sprawdźmy czy się do tego nadaje. Oczywiście nie ma rzeczy niemożliwych, ale np kuta, metalowa rama, czy gotowa tapicerka średnio nam się zgra z naszym pomysłem. Musimy mieć to do czego przykręcić – to nie jest lekka rzecz, którą możemy wcisnąć za łóżko lub oprzeć o ścianę – to waży ze dwadzieścia kilo, a im wyższe, tym mniej stabilne…

Gdy wiemy już, że akurat mamy odpowiednie łóżko, pozostaje już tylko zaplanować wymiary, ilość guzików i skompletować elementy, a tych jest niemało, bo do wykonania dokładnie takiego zagłówka jak ten (o wymiarach 160×100), potrzebujemy (oczywiście można użyć elementów innego rodzaju, ale po prostu wymienię czego tu użyłam):

Pikowany zagłówek

  • płyty osb 11mm o wymiarach 160×100 (do kupienia w markecie budowlanym – zapłaciłam ok 30 zł, wraz z przycięciem płyty na wymiar, które kosztowało 1,60 zł)
  • po jednej sztuce pianki tapicerskiej o dwóch grubościach (2 i 3cm) – do kupienia na all i w sklepach internetowych (są sprzedawane w arkuszach 200×120 cm)
  • 1 m owaty – ociepliny tapicerskiej (sprzedawana na metry – szerokość 160 cm)
  • 2,5 m tkaniny obiciowej (użyłam grubej tkaniny zasłonowej)
  • opcjonalnie wigofil do obicia „pleców” zagłówka (kupiłam wigofil beżowy w kolorze obicia)
  • 60 guzików tapicerskich oblekanych tkaniną, lub metalowych (ja zrobiłam guziki sama ze sklejki papierowej obszywanej tkaniną wigofil, w kolorze obicia)
  • klej w sprayu, zszywacz tapicerski, dwa opakowania zszywek (najlepiej 53/6mm), miarka, pisaki, linijki, dratwa, rozszywacz, nożyczki, młotek, igła tapicerska (lub zwykła, gruba)…

/po prostu urządzamy sobie taki mały warsztat…

Planując rozmieszczenie guzików, najpierw zabieramy się za krawędzie (np ustalamy, że ostatnie guziki, po bokach i od góry, znajdą się w odległości 10 cm od krawędzi). Symetria przede wszystkim (jeśli tego nie przypilnujemy, zagłówek będzie wyglądał na nieukończony). Skorzystałam chyba z najłatwiejszego sposobu i rozrysowałam na płycie równe kwadraty (20×20 w czterech rzędach, po 8 kwadratów), a następnie połączyłam je ze sobą, kreśląc linie po przekątnych. Wszystkie otwory wypadły na wierzchołkach i przecięciach, tworząc 4 rzędy po 8 i 7 otworów (które wywiercił mi mąż). Obszar z otworami ma wymiary 160×80 (ostatnie 20cm przy dolnej krawędzi i tak miało być zasłonięte przez materac, więc robienie otworów w tym miejscu, nie miało sensu). Reszta zadań jest dokładnie taka sama, jak na kursie – przycinamy gąbkę do wymiaru płyty, otwory w gąbce możemy zrobić „na oko”, lub „sposobem” (nakładamy nawierconą płytę na gąbkę i np pisakiem, zaznaczamy miejsca, wkładając pisak w otwory w płycie – a następnie dookoła zaznaczenia, wycinamy w gąbce otwory wielkości guzika). Pozostaje już tylko ułożyć gąbki na sobie, nie zapominamy o otulinie, bo ona robi całą robotę (bez niej nasza tkanina będzie baardzo ciężko poruszać się po gąbce, więc naprawdę nie radzę pomijać tej warstwy). Nacinamy otulinę w miejscu otworów i już możemy rozkładać materiał.

Pikowanie zagłówka

Jedna, bardzo ważna zasada – zawsze zaczynamy od środka. Rozkładamy materiał symetrycznie, a następnie, jak to było na kursie, nawlekamy igłę i wciągamy środkowy guzik, zabezpieczając go zszywaczem minimum 4 razy (uwaga – na ostatniej zszywce zawiązujemy dratwę na supeł – nie ma szans, że guzik się poluzuje). Kolejne guziki wciągamy według planu: najpierw te cztery dookoła środkowego, potem te pomiędzy nimi i tak dalej, zataczając coraz większe koło, aż dojdziemy do krawędzi (w trakcie pracy nie ma żartów, bo materiał musi być naprawdę mocno naciągnięty – to jest tapicerka, proszę ja Ciebie, to nie są tanie rzeczy).

Linie pomiędzy guzikami, które tworzą diamentowy wzór (tzw diamond tufting), można zrobić na dwa sposoby – starannie układając materiał lub nacinając gąbkę pomiędzy otworami (muszę wypróbować!). Używając elastycznej dzianiny (jak np popularne welury), odejmiecie sobie sporo pracy, ale wzór nie będzie tak wyrazisty, jak w przypadku układania nierozciągliwej tkaniny.

Formowanie krawędzi, kosztuje sporo pracy, ale gdy przetniemy gąbkę (od guzika do krawędzi) i wciągniemy tam nadmiar materiału, całość zacznie przypominać wielki, uroczy… herbatnik.

Jak możecie się domyślić, łóżko, które widzicie na zdjęciach, miało już oryginalny zagłówek z przykręcanej płyty (niestety nie można było kupić ramy bez zagłówka) i nawet po skończeniu pracy, zamontowanie tego dzieła stało pod znakiem zapytania… Ale tak się jakoś dziwnie złożyło, że mam genialnego męża, który doskonale wiedział jak to zamocować. Deski z płyty osb przykręcił do tyłu zagłówka (co ukryłam pod wigofilem, obijając „plecki”), dokładnie na wysokości ramy, a następnie przykręcił je do gotowych otworów w ramie, które były nawiercone dla pierwotnego zagłówka.

Te kulki, które widzicie u góry, to stara dekoracja oświetleniowa, którą musiałam przerobić. Wcześniej nad łóżkiem wisiało nam TO, ale w nieco zmienionej wersji – na każdym światełku, zamontowałam różnej wielkości kule cotton balls (małe kremowe z oryginalnego zestawu i duże białe, które zrobiłam sama). Wyglądało to super, ale niestety zupełnie nie grało z zagłówkiem i kurzyło się na strychu. Poleży to na razie tak, dopóki nie wpadną mi w oko jakieś fajne lampki nocne.

Mam nadzieję, że Was nie zamęczyłam tym wpisem i cokolwiek sobie o mnie pomyślicie, nie zapomnicie o wzajemnym szacunku. A w Nowym Roku życzę Wam, żebyście byli doskonali…

Ale nie jakimś narcystycznym samorozwojem, który robi z ludzi zakochanych w sobie palantów, czy idealną sylwetką, która jest takim kurde wielkim sukcesem, że Nobel to mało…

No to może chociaż jakimś osobistym sukcesem? Ale to przecież tak trudno osiągnąć… Serio to ma być trudne? To patrzcie na to:

Prawda, dobro, sprawiedliwość, przebaczenie… To jest dopiero trudne! I to dopiero jest osobisty sukces… I to jest doskonałość… Jeśli pójdziesz tą drogą, znienawidzą Cię wszyscy mali ludzie w Twojej okolicy, ale pamiętaj, że wartościowi ludzie dopiero wtedy Cię zauważą i dopiero wtedy w Twoim życiu zaczną dziać się prawdziwe cuda, bo nagle okaże się, że każdy chciałby mieć takiego znajomego, przyjaciela, pracownika, szefa… No po prostu cuda… Cuda w dzisiejszym świecie… I tego Wam życzę <3

Buziaki :*

Antyweszka
antywieszak@gmail.com

Ja tu jestem małym drzewkiem, a to są moje małe owoce... Jeśli są przeciętne lub złe, po prostu je tu zostaw... Ale jeśli są dobre i inspirujące, proszę podaj je dalej, abym mogła rosnąć i przynosić Ci coraz lepsze <3 "Nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa, tylko Ten, który daje wzrost - Bóg" /1Kor.3.7

16 komentarzy
  • skrzyniarz
    Posted at 12:00h, 09 lutego Odpowiedz

    Właśnie taki nagłówek mi się marzy. Tylko skrzynię drewnianą trzeba było by zrobić, ale wszystko jest to do zrobienia, super pomysł

  • Maria
    Posted at 23:27h, 07 stycznia Odpowiedz

    Biorę to samo:)

    • Antywieszakowa
      Posted at 17:23h, 08 stycznia Odpowiedz

      <3

  • Renata
    Posted at 21:20h, 05 stycznia Odpowiedz

    Śliczny ten zagłówek, jak takie ciasteczko – herbatnik 🙂

  • Żan Ochka
    Posted at 21:17h, 05 stycznia Odpowiedz

    Bardzo dotknęłaś mnie swoim tekstem. Dotknęłaś w sensie pozytywnym.
    „Chodzimy do pracy, której nie cierpimy, kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy za pieniądze, których nie mamy, usiłując zaimponować ludziom, których nie lubimy, udając kogoś, kim nie jesteśmy.” – to cytat z „Fight club”, ale jak celnie nas, współczesnych ludzi, określa. Większość marzeń, a może planów, bo marzenia kojarzą się z czymś bardziej szlachetnym, skupia się na kwestiach materialnych. Próbujemy załatać dziury w duszy zakupami, nowym tabletem, czy like’mi na fb. A to chyba coś takiego jak picie wody, gdy się jest przeraźliwie głodnym- na chwile głód ustąpi, ale zaraz wróci ze zdwojoną siłą i w dodatku czego innego nam się zachce. Oj, jakieś głupie to porównanie 😉
    Czy to nie jest idiotyczne, że my, w Europie, zastanawiamy się jak schudnąć i czy wybrać taką czy „śmaką” czekoladę, a druga część świata zastanawia się co położyć sobie na talerzu?… Oklepane i drażniące hasła o głodnych murzynkach, ale wciąż tak aktualne. I możemy rozpisywać się nad Syrią nad Koreą, ale nikt nic nie robi, żeby zaprzestać zaspokajać ambicje „wielkich” tego świata.
    Wydaje mi się, że człowiek jest stworzony do miłości, jakby to pompatycznie nie brzmiało. Miłości w różnych jej odcieniach i dopóki nie dajemy siebie innym nie będzie dobrze na tym świecie. Nie piszę to o jakiejś cierpiętniczej ofierze, ale choćby o zwykłym uśmiechu. Tylko bardzo boli, gdy chcesz iść ze swoją miłością, a przed nosem zatrzaskują ci drzwi… Kurcze, po 27 latach życia zdałam sobie sprawę, że życie to cholernie trudna sztuka..
    Choć jestem o mile świetlne od opisanej przez Ciebie doskonałości to niezwykle cenię w sobie jedną rzecz- potrafię zatrzymać się na środku chodnika i wzruszyć pięknem tańczących na wietrze płatków śniegu, wschodem słońca czy polem złotego zboża. Muszę wtedy wyglądać jak skończona idiotka, ale co tam.
    Wybacz tak chaotyczną wypowiedź, ale poruszyłaś mnie swoją wiadomością, bardzo się cieszę, że mogłam przeczytać te myśli. A gdybyś znała jakieś drogowskazy do dobrej drogi to będę wdzięczna za podpowiedzi!

    • Antywieszakowa
      Posted at 14:06h, 06 stycznia Odpowiedz

      I tu zatrzymam się przy „dziurze w duszy”, bo właśnie o to chodzi. Dlatego ludzie wciąż szukają czegoś nowego, dlatego mamy teraz tylu kołczów, trenerów personalnych. Szukamy kogoś, kto powie nam jak mamy żyć, naśladujemy go i myślimy, że osiągniemy to samo, a potem po drodze tracimy zapał, chęci i wpadamy w depresję, a to wszystko dlatego, że ta dziura ciągle jest pusta. To od niej trzeba zacząć, a potem wszystko samo się układa i dzieją się prawdziwe cuda. I na każdym kroku ogarnia Cię śmiech radości, bo zaczynają się spełniać najbardziej nierealne marzenia 🙂

      • Żan Ochka
        Posted at 09:26h, 07 stycznia

        A i jeszcze jedno. Czy widziałaś już taki stosunkowo stary film dokumentalny „Wszystko może się przytrafić”? Jeśli nie to z całego serca polecam ;):

      • Antywieszakowa
        Posted at 14:11h, 07 stycznia

        Właśnie obejrzałam <3 Dziękuję 🙂

  • Katarzyna
    Posted at 13:58h, 05 stycznia Odpowiedz

    Fantastyczny zagłówek! Smakowity! 😛
    My też będziemy robić ale prosty, bez pikowań. Nasza sypialnia ma, aż 8.5 mkw. i wydaje mi się, że pikowany to zbyt wiele. Mam na jednej ścianię tapetę w brzozy w odcieniach szarości i bieli, a po przeciwległej stronie symetrycznie naklejone serduszka w czerni. Łóżko to do niedawna był sam wysoki materac, ale przed świętami – nareszcie – doszły palety! Stoi jeszcze komoda, a weekend dojdzie biurko, a dokładnie blat na kozłach do mojej twórczej pracy! Chciałabym ta komodę wymienić na szafę, a dokładnie regał z drzwiczkami, co by miejsce dodatkowe do przechowywania doszło! A czy ja mówiłam, że nasza sypialnia ma 8.5mkw.? O, matko! Się będzie działo! 🙂

    Pozdrawiam!
    Kasia

    • Antywieszakowa
      Posted at 16:27h, 05 stycznia Odpowiedz

      Wychowałam się w blokach, więc zgadzam się, że co jak co, ale w tym budownictwie ściany są po prostu rozciągliwe 🙂 Myślę, że w tamtym moim malutkim pokoiku zmieściłoby się tylko to łóżko, więc i tak szacun 😉 A teraz jeszcze zamarzył mi się blat na kozłach! <3

  • Karolina
    Posted at 12:02h, 05 stycznia Odpowiedz

    A ja nie mam marzeń. Miałam kilka, jedno ważne się spełniło i nie uważam, żebym była od kogoś lepsza. Jedno nigdy się nie spełni 🙂 Stawiam sobie cele i do nich dążę. A takiego zagłówka, choć ładny, nie chcę mieć. Bardzo spodobały mi się poduszki herbatniki i właśnie taka by mi się przydała na krzesło, ale ciągle szukam odpowiedniego materiału. Zamierzałam się zabrać też za szycie futerału na skrzypce i może zrobię pikowany? Ciekawie to by wyglądało, a w końcu instrument trzeba w coś spakować…

    • Antywieszakowa
      Posted at 12:48h, 05 stycznia Odpowiedz

      Widziałam te poduszki 🙂 Cudne <3 A co do futerału, nieźle nada się np pikówka na kurtki puchowe 😉

  • Paola
    Posted at 09:56h, 05 stycznia Odpowiedz

    post bardzo mądrze napisany, moją poprzeczkę marzeniową postawiłam dość wysoko, dalej dąże do tego „celu” lecz po drodze czasami wszystko mnie przerasta, nie mam siły może komuś wydać się to normalne? może nie ? ale moje marzenia gdzieś po drodze zaczynają mnie niszczyc… zamiast cieszyc się z błachych rzeczy, mi ciągle jest mało ;/ to normalne? dla mnie nie , więc przysłowiowo próbuję zluzować poślady…. no dobrze a co do zagłówka to właśnie pikowany widneije na mojej noworocznej liście DIY! 😀 bardzo ładnie iestetycznie Ci to wyszło, aż czuję większą motywację! 🙂 pozdrawiam serdecznie!
    PS: Tak patrze i patrze, jak by Twoj był odrobinę jaśniejszy to istny herbatnik! 😀

    • Antywieszakowa
      Posted at 12:41h, 05 stycznia Odpowiedz

      Wmówiono nam, że musimy myśleć tylko o sobie, bo jak nie to zostaniemy z niczym. I dajemy się w to wciągnąć, a potem dziwnym trafem i tak zostajemy sami i też z niczym. A miało być tak pięknie. Mamy ogromną siłę, ale aby ją odnaleźć musimy pójść w innym kierunku niż cała reszta i życzę Ci żebyś znalazła ten kierunek 😉

  • Karolina
    Posted at 07:45h, 05 stycznia Odpowiedz

    Coś jest na rzeczy bo u mojej ukochanej pepsieliot przebudzenie całkowite…. Gdzie mi tam do niej. Wchodzę sobie zobaczyć piękny zagłówek a tu też przebudzenie. Ja dopiero zaczynam, no ale powoli do celu?.

    • Antywieszakowa
      Posted at 12:18h, 05 stycznia Odpowiedz

      Ktoś hula w powietrzu <3 Ale ja nie z tych co pepsieliot 🙂

Post A Comment