Naturalny dezodorant

…który nie pozostawia ŻADNYCH śladów!

Dawno temu jedna z czytelniczek poprosiła mnie o znalezienie jakiegoś sposobu na usunięcie plam po dezodorancie. Przetestowałam już chyba wszystko. Ocet, sodę oczyszczoną, najbardziej śmierdzące szare mydło, nawet ten mega retro „boraks” kupiłam i… nic. Nie miałam pojęcia z czego jest zrobiony taki dezodorant (popularny antyperspirant w sztyfcie), ale każde podejście kończyło się tak samo – całe dłonie oblepione substancją, której nie zmyje nawet mydło (okropne uczucie, gdy po spłukaniu mydła czujesz, że „tocoś” nadal jest na rękach). No to może chociaż z ubrań zeszło? Tajasne… „Na mokro” to wszystko wydaje się wywabione, ale gdy tylko bluzeczka wyschnie… uświadamiamy sobie, że yyy chyba pasuje to jeszcze raz wyprać, bo te plamy niby bledsze, ale jakieś takie… większe? I tak właśnie kręci się koło odzieżowego życia – poplam dezodorantem, pierz do upadłego i wreszcie wywal, albo potnij na szmaty…

Skład antyperspirantu

O ile w przypadku składu szamponu do włosów mogłam posilić się opinią chirurga transplantologa włosowego, tak składem dezodorantu chyba mało kto się przejmuje. To całkiem zrozumiałe. Co innego włosy i ich piękny wygląd – kto by się tam przejmował – pachami… Mamy się nie pocić i nie śmierdzieć – tyle. Niestety znowu muszę postraszyć (a zdziwić się mogą zwłaszcza te osoby, które myślą, że temat ich nie dotyczy, bo przecież już używają „naturalnych” produktów… ojo joooj…).

/skład popularnego („najlepszy dla mężczyzny”) antyperspirantu dla panów…

Pierwszą rzeczą, która powinna wzbudzić nasz niepokój, jest opakowanie produktu, a konkretnie – umiejscowienie składu. Ileż to kosmetyków rzuca w nasze oczy słówkami ” kupmie”, „mówmidezo24/7”, „dugoczymam”. A gdzie skład? Jeśli dobrze się przyjrzysz, znajdziesz małą strzałkę przy krawędzi etykiety. Odwijasz (Ojej! Czy to „wkładka” do nowej płyty „Spice Girls” z wszystkimi tekstami piosenek i życiorysem każdej członkini zespołu?). A nie, to tylko skład mojego dezodorantu…

Uwaga – większość poniższych informacji nie jest dostępna w języku polskim.

Aluminium Zirconium (Octa/Tetrachlorohydrex GLY) – składnik aktywny większości wiodących dezodorantów (spray/sztyft/żel – łerewa). Jego „aktywność” polega na zatrzymaniu wydzielania potu i usuwaniu przykrego zapachu. Występuje najczęściej w pierwszej „czwórce” składu, stanowiąc nawet 25% wagi produktu. Wikipedia uważa, że jedynym problemem, który powoduje ten składnik, jest powstawanie żółtych plam na ubraniach białych, białych na ciemnych, oraz innych kombinacji kolorystycznych w zależności od koloru ubrania (pierwszym sygnałem, żeby jednak szukać dezodorantu bez aluminium, jest szansa, że się spierze).

Niestety Wikipedia zapomniała wspomnieć, że stosowanie tego składnika zostało oficjalnie zabronione np w Kanadzie i że od lat prowadzi się szeroko zakrojone badania na temat jego:

  • rakotwórczości – każdego roku w październiku (miesiącu walki z rakiem piersi) mówi się o profilaktyce, przedstawia najnowsze badania i trąbi o mammografii i regularnym samobadaniu. Niby bierzesz to pod uwagę i masz to pod kontrolą, ale nawet nie zdajesz sobie sprawy, że prawdziwy rak stoi na Twojej półce w łazience i tylko czeka aż pomiziasz się nim pod pachami. Wydziwiam? No to sama spytaj doktora… Każdy – lekarz – ginekolog potwierdzi, że istnieje bezpośredni związek pomiędzy rakiem piersi, a stosowaniem antyperspirantu zawierającego aluminium. I nie odkryto tego w labie, pod mikroskopem, tylko poprzez zwykłą obserwację pacjentki i wywiad – guz w zewnętrznej górnej ćwiartce – stosowałaś? Tak. Regularnie.
  • ryzyka chorób demencyjnych – regularne stosowanie aluminium w antyperspirancie podnosi ryzyko zachorowania na Alzheimera o (uwaga) 300%!!! (ale jeśli Cię to nie rusza, może masz ochotę na chwileczkę zapomnienia… na całą starość np!?). A może uważasz, że wyssałam to wszystko z palca? No dobra. Powiedzmy, że jesteś lekarzem lub naukowcem – tych rzeczy nie dowiesz się ze swojego jedynego, zaufanego źródła – Pubmedu (oczywiście, że Twój profesor każe Ci kpić z innych „wyszukiwarek”). A to, czego szczątki znajdziesz w MEDLINE, aż huczy u dra Mercoli (ale to przecież ten słynny szarlatan, którego opinię podważa się średnio raz w tygodniu, prawda?). Wierzcie mi – niewiedza to luksus, więc korzystajcie póki możecie. Gdyby naukowcy i lekarze sprawdzali wszystkie źródła, zaszłoby ogromne prawdopodobieństwo odkrycia czegoś takiego jak… sumienie, a z czymś takim pracować w nauce niełatwo.
  • kumulowania w organizmie ze skutkiem martwicy tkanek – doszliśmy do najsmutniejszej części. Nasz układ pokarmowy, całkiem nieźle radzi sobie z usuwaniem metali ciężkich (co prawda nadmiar aluminium często kumuluje się w wątrobie, ale wątroba to niezły kozak i już sama poprawa diety może czynić cuda). Niestety układ krwionośny jest wobec aluminium całkowicie bezbronny i gdzie zostanie przetransportowane, tam już zostanie i spowoduje prawdziwe spustoszenia. Mięśnie, kości, serce… mózg. Pamiętasz nazwiska kolegów z podstawówki? Nr tablic rejestracyjnych pierwszego samochodu taty? A codzienną trasę do byłej pracy? Na co dzień o tym nie myślimy i uważamy, że problemy z pamięcią to normalna rzecz, ale to właśnie aluminium codziennie odłącza nam parę ważnych kabelków…

Skóra pod pachami

Pomyślisz… ale skoro to takie niebezpieczne dla krwi, to jak to możliwe, że się do niej dostaje (przecież stosuję to na skórze). No właśnie. Wysoka higiena (i proste, ludzkie – bleh) każe nam pozbywać się owłosienia z tych okolic (i słusznie – na włosach gromadzi się więcej bakterii). No więc wykąpmy się, usuńmy te włosy (maszynką, plastrami) i… dokładnie – użyjmy antyperspirantu (ręka do góry wszyscy, którzy stosują się do zalecenia „nie stosować na podrażnioną skórę”). Tym sposobem już wiemy jakim cudem aluminium dostaje się do naszej krwi i dlaczego znowu zapomnieliśmy kupić chleb…

Ale, ale – zawsze możesz sobie kupić ładny kalendarz i zapisywać najpierw ważne spotkania, potem własną datę urodzenia… łerewa – zostawiam do własnego przemyślenia…

Alcohol Denat. – (denatured) – nie będziemy go mylić z jakimś martwym alkoholem, ale ten wcale żywy nie jest. Mowa o słynnej ambrozji bogów ulicy, vel „fioletowej wróżce”, likierze-SS, czy „śliwowicy na kościach”, czyli… denaturacie – spirytusie skażonym – zatrutym alkoholu, paliwie, rozpałce, ropuszczalniku. Tani i bardzo trujący. Pić go nie można, a ciało? Trzecia pozycja w składzie produktu (dla niekumatych – pozycja świadczy o ilości danego składnika – to, czego jest najwięcej wędruje na początek składu – w naszym dezodorancie nr 1 jest woda).

Cyclopentasiloxane – nasz pierwszy silikon (więcej o silikonach poczytacie TU). Bardzo popularny jeśli chodzi o ułatwianie rozczesywania włosów (ale, że pod pachami!?).

Dimethicone – drugi silikon (właśnie o nim piszę pod tamtym linkiem).

Trisiloxane – bloker promieni UV. Uwaga – zawierają go wszystkie produkty do opalania. Ręka do góry, kto opala pachy?! No coś blade jakieś… Po co nam więc bloker UV w dezodorancie?

Propylene Glycol -/również pod tamtym linkiem.

PEG/PPG-18/18 Dimethicone – hmm… Też silikon, ale z jakimś specjalnym numerkiem… (jak mina nr 6).

Calcium Chloride – jak zwykle trzeba dodać coś przeciwko zamarzaniu produktu (to też popularny utwardzacz wody do basenu), dzięki czemu nie zamarznie aż do temperatury -52 stopni. Pochłania też wodę na jezdni (żeby była sucha, wyglądała na mokrą, ale nie zamarzała). A co najbardziej przerażające, używa się też tego do niechirurgicznej sterylizacji zwierząt płci męskiej (jedna dawka do krwi i po miesiącu nasz piesek wysterylizowany). Tak – do krwi. Tak – to jest składnik dezodorantu dla mężczyzn. Tak – Twój facet też to stosuje na podrażnioną skórę (bo kazałaś mu golić pachy, bo owłosione są bleh). Tak – do jego krwi też się dostanie…

Lactose i Cellulose – no to już wiemy, że produkt wegański nie jest. Składniki te współgrają ze sobą, ale nie mam pojęcia po jakiego pierona dodaje się je do dezodorantu. Laktoza rozkłada się na glukozę, celuloza to też glukoza, takie „z prochu powstałeś…”. Wiem tylko, że celuloza z bawełny bywa niebezpieczna, bo jest modyfikowana genetycznie i zawiera jakieś mikroskopijne cząsteczki, które wdychamy, a one kumulują się w płucach czy coś…

Hydroxypropyl Methylocellulose – kolejny polimer, a jeśli coś jest polimerem, to od razu kojarzy mi się z silikonem. Ten jednak cośtam-umi, bo puchnie i wchłania wodę (ale jest też używany jako sztuczne łzy – więc niech mi ktoś powie gdzie tu sens, gdzie logika?). Ale sama „metyloceluloza” jest sławna, bo zagrała ektoplazmę w „Pogromcach Duchów”…

CI 77510 – Tabelkę składu zamyka krótki kod, który jest… barwnikiem o ciemnoniebieskim kolorze, który może wysuszać skórę, ale ładnie i męsko wygląda (dezodorant miał postać żelu z małymi, niebieskimi granulkami, które pewnie miały mieć jakieś tam super-turbo-działanie).

Ałun – naturalny dezodorant

W tym miejscu pewnie pogniewam się ze wszystkimi zwolennikami tego produktu, ale od razu uprzedzam – oczywiście, że pamiętam, że ałunu używali nasi ojcowie i dziadkowie w celu tamowania krwawienia po goleniu (o ile dobrze pamiętam, to były takie malutkie, białe lub kremowe sztyfciki, które wystarczyło przyłożyć do krwawiącego miejsca i zatamowane). Łatwe w użyciu – jeszcze łatwiejsze w zgubieniu (serio – mikroskopijne to było), ale czy tamten ałun, to dokładnie to samo, co dzisiaj jest nazywane ałunem… I jeśli to prawda, że unikając produktów, które zawierają 25% aluminium, wpadamy z deszczu pod rynnę, używając bez skrępowania czegoś, co zawiera jeszcze więcej aluminium, to jest to dla mnie największa mistyfikacja w historii kosmetyków ever! Świetny artykuł na ten temat napisała Sroka (wyznawców ałunu ostrzegam, że gały mogą wyjść). Od siebie mogę dodać, że jakaś dezinformacja jest na rzeczy, gdy nawet tablica Mendelejewa mówi, że nazwą pierwiastka „Al” jest Glin (a glinu w ogóle się nie boimy), ale, że „Al”, to skrót od „Aluminium”, to już mało kto skojarzy. Wydedukujmy sobie zatem – skoro ałun to siarczan glinowo-amonowy lub glinowo-potasowy (ugotowane w siarce aluminium), to chociaż nie mam pojęcia w jakich proporcjach zmieszane są te dwa pierwiastki, coś z tyłu głowy podpowiada mi – Antyweszko – jeszcze wincyj niż 25%!!!

Naturalny dezodorant DIY

O ile szampon z sody oczyszczonej to ŻYCIE, tak nie mogę powiedzieć, że dzisiejsza propozycja, to odkrycie roku. Ciągle pracuję nad formułą i nie wiem czy się nie poddam, ale jeśli choć jedna osoba po przeczytaniu tego tekstu zacznie omijać aluminiowo-glinowe składy, to właśnie po to jest ten wpis! A jeśli uda mi się stworzyć idealny produkt, zmażę wszystkie te narzekania i edytuję ten wpis!

Może się wydawać, że proponuję Wam tu ogromne ilości każdego składnika, ale to tylko złudzenie, ponieważ jest jedna ważna zasada – naszą miarą jest łyżka, płaska łyżka – czyli wszystkie sypkie produkty poziomujemy nożem lub linijką.

Skład (płaskie łyżki):

+ 6 łyżek – oleju kokosowego, sody oczyszczonej, mąki ziemniaczanej (lub glinki bentonitowej)

+ 2 łyżki – wosku pszczelego

+ 10-20 kropel olejku eterycznego (może być drzewo herbaciane, lawendowy lub inny ulubiony – uwaga na sosnowy, pichtowy lub jakikolwiek leśny – w połączeniu ze skórą tworzy zapach podobny do potu).

Przygotowanie:

Wosk rozpuszczamy w kąpieli wodnej (np w słoiku – naczynie trudno będzie umyć – wosk, to wosk) i dodajemy olej kokosowy. Sodę, mąkę (lub glinkę) i olejki łączymy ze sobą. Rozpuszczony wosk zdejmujemy z ognia, wsypujemy suche składniki i mieszamy aż do połączenia. Szybko wlewamy do pojemnika po dezodorancie w sztyfcie lub płytkiego słoiczka (uwaga – masa szybko zastyga).

Sztyftu używamy jak normalnego dezodorantu, produkt w słoiczku nakładamy palcem.

Nie jestem zadowolona nawet w 50 procentach (i ciągle nie wyeliminowałam sklepowego antyperspirantu), ale nie ukrywam, że po sukcesie wpisu o szamponie, pod którym w dwa dni pojawiło się kilkadziesiąt cennych komentarzy (bardzo), liczę na Wasze rady i receptury.

Ten produkt na razie pozwolił mi tylko ograniczyć stosowanie zwykłego antyperspirantu (i zniwelować problem uciążliwych plam!), ale nie ukrywam, że zależy mi na wyeliminowaniu go całkowicie. Jeśli macie jakieś pomysły, poproszę…

To już druga wersja tego produktu (poprzednia zawierała za mało olejku, przez co był właściwie bezzapachowy), teraz przymierzam się do wyrzucenia mąki na rzecz sody lub rezygnacji z wosku. Brakuje Wam składnika – eksperymentujcie. Jeśli wyjdzie mi coś fajnego, pojawi się jeszcze w tym wpisie <3

Buziaki :*

Antyweszka
antywieszak@gmail.com

Ja tu jestem małym drzewkiem, a to są moje małe owoce... Jeśli są przeciętne lub złe, po prostu je tu zostaw... Ale jeśli są dobre i inspirujące, proszę podaj je dalej, abym mogła rosnąć i przynosić Ci coraz lepsze <3 "Nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa, tylko Ten, który daje wzrost - Bóg" /1Kor.3.7

43 komentarze
  • Monika Robinski
    Posted at 21:03h, 07 maja Odpowiedz

    Czesc. Kolezanka polecila mi twojego bloga. Zaczytalam sie w poscie ,zwlaszcza, ze moja mama walczy z rakiem piersi i zaczelismy zwracac uwage na wszechotaczajace nas toksyczne zwiazki .W jedzeniu, piciu, dezodorantach… Nie mialam zamiaru komentowac, ale dorzuce swoje 3 grosze. Przerzucilam sie kilka lat temu na diete w 95 % roslinna i zauwazylam po pewnym czasie, ze nie wydzielam smierdzacego potu. Przedtem bylam wegetarianka ale jadlam duzo nabialu, ktory, nie oszukujmy sie, ma nie tylko mnostwo tluszczu ale rowniez mase zwierzecych hormonow. Dopiero jak rzucilam nabial, zupelnie nie spodziewajac sie takiego efektu -zauwazylam, ze pot wydziela mi sie bezzapachowy. Wpisalam to potem w pezegladarke i okazalo sie, ze mnostwo wegan mialo podobna reakcje…

    • Antyweszka
      Posted at 09:09h, 08 maja Odpowiedz

      Właśnie przygotowuję bardzo ważny wpis o tym, jak wyeliminować z życia WSZYSTKIE kosmetyki 🙂 Co do zapachu potu, muszę Ci powiedzieć, że jest jeszcze jeden aspekt poza właśnie weganizmem. To coś w rodzaju okresu przejściowego, po odstawieniu zwykłych antyperspirantów. Było naprawdę źle. Zaczęłam używać tego naturalnego dezodorantu i on w ogóle nie działał! 😉 Ale nie poddałam się i zamiast wracać do aluminium, po prostu zwiększyłam higienę i dodatkowo robiłam peelingi z cukru i szarego mydła (skóra baaardzo mocno się złuszczała). Po dwóch tygodniach jak ręką odjął 🙂 A teraz używam czegoś jeszcze lepszego, ale o tym opowiem właśnie w tym wpisie 🙂 Życzę zdrowia Twojej mamie! Pamiętajcie, że oprócz kosmetyków, ucisk metalowych fiszbin w staniku również ma znaczenie. I masaż tych miejsc jest bardzo ważny. Tak mi poleciła ginekolog. Ja mam gruczołowatą budowę piersi i praktycznie przed każdym okresem pojawiają się u mnie guzki, które po okresie znikają. Masujcie się. Pomaga bardzo! <3

  • Kaja
    Posted at 12:05h, 05 marca Odpowiedz

    Dzięki za inspirację! Bez mąki, glinki, skrobi – tylko kokos, wosk, soda, plus olejek (tym razem lawendowy – odrobina) i parę kropelek witaminy E. IDEAŁ! Długo kombinowałam z proporcjami, milion razu dodawałam tego czy tamtego – aż osiągnęłam konsystencję perfect!

    • Antyweszka
      Posted at 23:24h, 06 marca Odpowiedz

      Zauważyłam jeszcze, że jak się złamię i użyję dezodorantu z aluminium, to potem znowu mój naturalny dezodorant przez tydzień nie działa, więc to poważna sprawa, by się konkretnie przestawić 😉

  • Wioleta
    Posted at 18:08h, 09 lutego Odpowiedz

    Poczytaj o SCHMIDT’S 🙂 pozdrawiam W.:-)

  • Agnieszka
    Posted at 13:49h, 13 stycznia Odpowiedz

    Zrobiłam naturalne dezodorant: olej kokosowy, woda utleniona, soda i olejek eteryczny. Niestety po 3 dniach miałam strasznie podrażnioną skórę pod pachami i musiałam odstawić eksperyment. Chyba jednak soda nie jest dla wszystkich. Teraz stosuję Alterrę, ale może jak moje pachy dojdą do siebie spróbuje z kolejną wersją.
    A jeśli chodzi o mycie głowy sodą i odżywianie octem jabłkowym to jest to odkrycie roku. Dopóki nie spróbowałam nie wierzyłam, że będę w stanie rozczesać włosy nie używając odżywki, ale jestem zachwycona. Dziękuję Antyweszko!

    • Antywieszakowa
      Posted at 15:08h, 13 stycznia Odpowiedz

      Na wodę utlenioną bym nie wpadła, ale to prawda, że soda może podrażniać, dlatego nie zrezygnowałam z dodatku wosku pszczelego, ani mąki ziemniaczanej. I przez pierwsze dwa tygodnie (czyli jakiś tydzień po dodaniu wpisu) działał naprawdę średnio (niefajny zapach nadal był), ale teraz wszystko przeszło i dezodorant działa jak nie wiem co! Po prostu skóra musiała się oczyścić po latach zapychania 🙂 jest naprawdę super 🙂
      /
      A co do łatwego rozczesywania włosów, to wszystko zasługa octu, który działa jak odżywka. Wcześniej moje włosy się puszyły, plątały, przesuszały i były lekko pofalowane. Teraz ani się nie plączą, ani nie muszę podcinać końcówek, ani nie muszę używać prostownicy, są proste i lśniące 🙂

    • Agnieszka
      Posted at 16:26h, 06 lutego Odpowiedz

      W oczekiwaniu na dostawę wosku do kolejnego dezodorantu zrobiłam oliwkę magnezową, jak polecała jedna z osób komentujących post. Jestem zachwycona! Zero zapaszku nawet jak latam jak szalona cały dzień. Nie wiem czy to kwestia tego, że po miesiącu organizm się oczyścił i przestał wydzielać nieprzyjemny zapach w większych ilościach, ale przykrego zapachu nie ma, a jak dzień wcześniej stosowałam jeszcze Alterrę jeszcze był. Niebywałe. Nie wiem jak się sprawdzi, gdy przyjdą cieplejsze dni, póki co nie „ugotuję” kolejnego dezodorantu tylko będę testowała oliwkę. Faktem jest, że nie można jej stosować po depilacji- sól to sól, szczypie i podrażnia, ale rano już na spokojnie można zastosować. Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję Antyweszko, że poruszyłaś temat tak ważny dla naszego zdrowia, a o którym nie myślimy lub nie zdajemy sobie sprawy.

      • Antyweszka
        Posted at 11:44h, 08 lutego

        Dzięki Aga 🙂 Muszę jeszcze poruszyć bardzo ważny temat, ponieważ ciągle mnie ktoś do niego odsyłał.

        Uwaga na stronę kosmopedia.com, która „obala kosmetyczne mity”. Można to czytać i płakać jednocześnie. Nikt się pod nią nie podpisuje, nie można dodawać komentarzy, generalnie strona-krzak.
        O związkach aluminium z Alzheimerem napisali, że ten mit wziął się od tego, że w latach 60-tych wstrzykiwano królikom związki glinu (oczywiście słowo aluminium nie przejdzie) pod skórę i – uwaga – znaleziono je potem w mózgu! Oczywiście TO miał być argument tłumaczący nonsens tego mitu…

  • Oaza
    Posted at 11:41h, 04 stycznia Odpowiedz

    W Rossmanie jest bardzo fajna opcja, tylko nie pamiętam teraz jego nazwy – jest to naturalny (chyba nawet wegański), antyperspirant.

    Niemniej możliwość zrobienia własnego jest bardzo ciekawym rozwiązaniem, choć szkoda, że nie jest aż tak skuteczny 🙂

  • Wajola
    Posted at 13:28h, 03 stycznia Odpowiedz

    temat dezodorantów komercyjnych nie jest mi obcy. Sama używąłam popularnych, które maskowały zapach w 1 połowie dnia. Potem był czas blokorów (BŁĄD!) i zainteresowanie się tematem potu.
    Pocić się jest rzecza ludzką, poprzez pot usuwają sie toksyny etc. Dlatego też tym bardziej śmierdzimy im gorzej się odrzywiamy, wiecej toksyn musi wyjść.
    W pierwszej kolejności z naturalnych rzeczy używałam sody (CDZA) i wody utlenionej, ale ważne aby nie robić tego 5 minut po goleniu. Golę pachy na noc, co kilka dni olej kokosowy do nawilżenia.
    Rano zamiennie z sodą stosuję oliwkę magnezową, która dodatkowo uzupełnia magnez.

    • Antywieszakowa
      Posted at 15:49h, 04 stycznia Odpowiedz

      muszę zrobić tę oliwkę 😉

  • Ewelina
    Posted at 13:38h, 01 stycznia Odpowiedz

    Ja już od roku robię swój własny dezodorant. Używam oleju kokosowego, mąki ziemniaczanej i sody oczyszczonej, czasem też dodaje olejek zapachowy. Może nie jest jakiś rewelacyjny pod względem „blokowania” pocenia ale świetnie chroni przed nieprzyjemnymi zapaszkami. Obecnie nie wyobrażam sobie powrotu do sklepowych dezodorantów. Jedyne co mi przeszkadza w domowym kosmetyku to jego konsystencja po zastygnięciu. Pozdrawiam 🙂

    • Antywieszakowa
      Posted at 15:57h, 04 stycznia Odpowiedz

      No właśnie, do sztyftu się tego raczej nie włoży… 😉

  • ej
    Posted at 00:26h, 31 grudnia Odpowiedz

    osobiscie nie testowalam, ale jak tylko skoncze moja Alterre bede sama mieszac ;]
    bo musze przyznac, ze olej w dezodorancie do mnie tez malo przemawia

  • aniach
    Posted at 21:57h, 30 grudnia Odpowiedz

    Ja stosuję aloesowy antyperspirant Aloe Ever Shield. U mnie się sprawdza, ale przez pierwszy miesiac było kiepsko, może ten jeden tydzień to jeszcze zbyt krótko, żeby zauważyć efekty? Kiedyś czytałam, że dosyc długo trwa odzwyczajenie sie od antyperspirantów z aluminium.
    Co do męskich antyperspirantów to znalazłam Old Spice, który w składzie nie ma aluminium. Taki z wilkiem (Wolfthorn czy jakoś tak), pachnie jak żelki:)

    • Antywieszakowa
      Posted at 15:58h, 04 stycznia Odpowiedz

      U mnie aluminium działało jeszcze aż tydzień (!)

  • Kama
    Posted at 01:26h, 30 grudnia Odpowiedz

    Droga Antyweszko.Zrezygnuj z mąki ziemniaczanej na rzecz sody.Zagęść olej kokosowy tak,żeby miał postać pasty.Wosk pszczeli,kilka kropel olejku z drzewa herbacianego…I cud!Moje bluzki są czyste i pachnące pod pachami.Bez brzydkich plam(po mące ziemniaczanej na białym żakiecie znalazłam brzydkie żółte zacieki).Nie poddawaj się,tu podobnie jak z włosami i myciem sodą-potrzebny jest czas na detoks.Polecam!

    • Antywieszakowa
      Posted at 16:01h, 04 stycznia Odpowiedz

      właśnie myślałam, żeby pójść w tę stronę 😉 I pobawię się olejkami, które mają właściwości antybakteryjne 😉

  • Asia
    Posted at 09:44h, 29 grudnia Odpowiedz

    Cześć, podzielę się swoim doświadczeniem: kiedyś przez 30 dni nie używałam żadnego antyperspirantu – siedziałam w domu i uczyłam się do ważnego egzaminu + codziennie wieczorem przez godzinę uprawiałam jakiś sport. Przez dwa tygodnie nie pachniałam zbyt pięknie, ale później pomimo tego, że się pociłam (sport), to ten pot już tak brzydko nie pachniał. Podejrzewam, że organizm się oczyścił i wystarczyła codzienna kąpiel, żeby wyeliminować bakterie odpowiedzialne za nieprzyjemny zapach a przy ich raku pot pachniał tak samo jak pot z innych części ciała (zauważyłyście, że pot na przedramieniu, wewnętrznej stronie łokcia itp. ma neutralny zapach?)
    Dlatego wydaje mi się Antywieszko, że powinnaś najpierw całkowicie „oczyścić swoje pachy” i całkowicie zrezygnować z jakiegokolwiek antyperspirantu (nawet naturalnego) a dopiero później testować te naturalne 🙂

    • Antywieszakowa
      Posted at 16:23h, 04 stycznia Odpowiedz

      Wow! Argument o przedramieniu ciekawy, ale za zapach potu pod pachami możemy podziękować węzłom chłonnym, których w tych okolicach mamy najwięcej. To one chronią naszą krew przed dostaniem się do niej toksyn i bakterii, które po przefiltrowaniu wydalamy właśnie z potem. Im bardziej nieznośny zapach, tym bardziej powinniśmy się zastanowić nad sprawnością naszego układu odpornościowego, bo to pierwszy sygnał, że coś go atakuje. Dla usprawnienia działania układu limfatycznego, polecam np skakankę (limfa lubi sobie poskakać) 😉

  • Karolina
    Posted at 23:20h, 28 grudnia Odpowiedz

    A może talk? Coś takiego jak jest w „zasypkach”(nie wiem czy dalej tak się na to mówi) dla dzieci, albo w pudrach do stóp? ☺

  • Karolina
    Posted at 20:47h, 28 grudnia Odpowiedz

    Ja używałam dezodorantu z alterry, ale po jakimś czasie przestawał działać i śmierdziałam. Plus, że bez aluminium. Często smaruję pachy samym olejem kokosowym, albo pudrem dla dzieci. Dobre też są kąpiele w soli morskiej. Ciągle szukam czegoś co mnie usatysfakcjonuje w tej kwestii. Niestety hormony i geny mam takie, że pocę się niemiłosiernie, nawet antyperspiranty sklepowe nie dają rady 🙂 Trzeba kombinować i znaleźć coś dla siebie.

  • Małgorzata
    Posted at 14:02h, 28 grudnia Odpowiedz

    Podstawowe pytanie: Czy to działa? Chodzi mi o smrodek potu?

    • Antywieszakowa
      Posted at 15:56h, 28 grudnia Odpowiedz

      Działało przez pierwszy tydzień, ale obstawiam, że tyle czasu wypłukiwały się silikony (jak wspominałam – z rąk niemożliwe do zmycia), teraz działa, ale jeśli stosujesz kilka razy dziennie…

  • Macierzanka
    Posted at 13:15h, 28 grudnia Odpowiedz

    Ja od dłuższego czasu używam sody zmieszanej z olejem kokosowym, przelane do opakowania po dezodorancie w kulce. W lecie super, tylko zimą olej zastyga i trzeba brać ze sobą pod ciepły prysznic żeby się rozpuścił. Po aplikacji trzeba też chwilę odczekać, żeby wsiąknął i nie poplamił ubrania. Dla uniknięcia tych wszystkich chemicznych świństw – warto. Działa jak najbardziej. Słyszałam też, że picie herbatki z kopru włoskiego 3x dziennie powoduje, że pot przestaje śmierdzieć… ale smak tej herbatki zniechęca mnie do takich eksperymentów:(

    • Antywieszakowa
      Posted at 15:54h, 28 grudnia Odpowiedz

      Chyba wolę się trzy razy dziennie smarować olejem kokosowym z sodą 😉

  • kasiq
    Posted at 13:00h, 28 grudnia Odpowiedz

    Przegladając internety może wpadłaś na ten blog.. też jest przepis na „domowy” antyperspirant 😉
    Pozdrawiam !
    http://karodos.pl/skuteczny-domowy-antyperspirant/

    • Antywieszakowa
      Posted at 15:52h, 28 grudnia Odpowiedz

      Dzięki <3

  • Monika
    Posted at 11:28h, 28 grudnia Odpowiedz

    Od kilku miesięcy stosuję podobny dezodorant: olej kokosowy + soda + olejek eteryczny. Proporcje takie, żeby w temp. pokojowej mazidło miało konsystencję gęstego kremu. Przechowuję w słoiczku, wcieram palcami. Nie plami odzieży, działa świetnie. Odstawiłam sklepowe antyperspiranty. Dodatkowo można tym myć zęby 😉

    • Antywieszakowa
      Posted at 15:52h, 28 grudnia Odpowiedz

      A dużo dajesz tego olejku? Bo u mnie przez pierwszy tydzień działało, a potem przestało. Myślałam, że to olejek zwietrzał, ale teraz wydaje mi się, że ten tydzień zajęło zmywanie silikonów, polimerów i odblokowywanie porów i dopiero teraz mogę zacząć prawdziwe testowanie produktu…

  • Kamila
    Posted at 10:39h, 28 grudnia Odpowiedz

    A może spróbuj dodać chlorek magnezu?

    • Antywieszakowa
      Posted at 15:49h, 28 grudnia Odpowiedz

      Już szukam co to takiego 😉

  • Marzena
    Posted at 09:05h, 28 grudnia Odpowiedz

    Fajny wpis, dziękuję. Ja od miesięcy używam oliwki magnezowej – działa tak w 80-90%. Czasem, jak się zestresuję czy bardzo zmęczę, to mnie „czuć”, ale cóż, człowiekiem jestem, mam prawo i pośmierdzieć 😉

    • Antywieszakowa
      Posted at 15:41h, 28 grudnia Odpowiedz

      wow! Nie słyszałam o tym! Jeśli wspomaga suplementację magnezu, to jeszcze lepiej! <3

  • Ruda
    Posted at 01:38h, 28 grudnia Odpowiedz

    Kiedys slyszalam, ze dobre wlasciwosci przeciw nadmiernemu poceniu sie ma szalwia. Niestety nie wiem, czy zewnetrznie tez tak dobrze dziala, ale jak chcesz, to mozesz zglebic temat, moze sie przyda 😀
    Przy okazji -moim ulubiencem jest dezodorant w kremie z Alverde z szalwia i trawa cytrynowa. Mieszkam blisko czeskiej granicy i kupuje go w DM. Sklad jest przyzwoity, a dziala swietnie, wiec jesli szukasz jakiejs wskazowki do dezodorantu diy, mozesz obczaic skladniki tego kremu 😉

    • Antywieszakowa
      Posted at 15:39h, 28 grudnia Odpowiedz

      -szałwia – sprawdzić <3 Dzięki :*

  • Daria
    Posted at 23:40h, 27 grudnia Odpowiedz

    ja od miesiąca testuję swojski dezodorant – olej kokosowy, skrobia ziemniaczana, soda i olejek lawendowy, sprawdza się super, ale na ubraniach przylegających do ciała pozostają tłuste plamy…. ;// u Ciebie nie ma takiego problemu?

    • Antywieszakowa
      Posted at 15:38h, 28 grudnia Odpowiedz

      Wosk pszczeli sprawia, że dezodorant nie spływa z potem (pewnie dlatego, że potrzebuje bardzo wysokiej temperatury, żeby się roztopić), całkiem nieźle łączy się z tłuszczem, nie rozwarstwia się i tak jakby „wiąże” ten tłuszcz.

  • Joanna
    Posted at 23:22h, 27 grudnia Odpowiedz

    że tak powiem… szczena mi opadła; dziękuję, za uświadomienie, człowiek sobie sprawy nie zdaje z tak istotnych rzeczy; jutro będę robić dezodorant.

    • Antywieszakowa
      Posted at 15:35h, 28 grudnia Odpowiedz

      Podziel się przepisem jak wpadniesz na coś nowego 😉

  • Milena
    Posted at 23:08h, 27 grudnia Odpowiedz

    Jedyny plus ze nie każe mojemu facetowi golic pach 😀

    • Antywieszakowa
      Posted at 15:34h, 28 grudnia Odpowiedz

      Razem z mężem uznaliśmy, że coś i tak musi się dostawać do krwi…

Post A Comment