Balsam do ust i sztyft zimowy DIY :)

Dwa bezcenne kosmetyki na mrozy w jednym pojemniczku.

Łeee… znowu o tych naturalnych kosmetykach…

To uczucie gdy Twoje usta zamieniają się w skorupkę. Mam na myśli tę grubą skórkę, która tworzy się przy wewnętrznej krawędzi ust. Mówi się, że to od odwodnienia, oddychania przez usta podczas snu itp… Jedno jest pewne, ta skórka tylko czeka aby pęknąć w najmniej oczekiwanym momencie, bez znaczenia czy ziewasz, płaczesz, czy się uśmiechasz…

Babcinej szminki smak…

Kto w dzieciństwie nie próbował tego smaku. Sztuczny, goryczkowy, po prostu paskudny. Mimo to czułam się jak ktoś zupełnie wyjątkowy (z pomalowanymi zębami, ale zawsze do przodu). Ten smak zapamiętam do końca życia, choćby mnie o niego zapytali w nocy o północy. I nie wiem co takiego szminko-traumatycznego wydarzyło się w moim dzieciństwie, może ugryzłam (fuuuj!), zjadłam czy co… ale ten smak jest dla mnie obrzydliwością już od wielu, wielu lat. Oczywiście nie przejawia się to tym, że na widok szminki odrzuca mnie na kilometr. Używam i wiem, że podobno jagodowy to „mój kolor”, ale gdy już nałożę to mazidło na usta, pozostanie tam już na wieki… Pamiętają to nawet moje koleżanki ze szkoły. Gdy one już pięć razy „zjadły usta”, moje były nienaruszone. Nie, że niby oszczędzałam i na wszelki wypadek nie mówiłam i nic nie jadłam… Po prostu robiłam wszystko, żeby nie poczuć tego smaku, a gdy tylko wróciłam do domu, ścierałam to paskudztwo chusteczką… Weźcie mi powiedzcie, że nie tylko ja tak miałam…

Balsamy do ust

I właśnie dlatego, tym razem niekoniecznie zależy mi na składzie balsamów do ust, tylko żeby ten smak był wreszcie naturalny. Na biurku mam kilka słoiczków balsamów – kokosowy, czekoladowy, mango z chilli, arbuzowy (oczywiście, że zamierzałam kupować następne!). We wszystkich przypadkach było obrzydliwie, chemicznie i wazelinowo… Tak, wiem. To przecież kosmetyki, więc inaczej się nie da… Miałam kiedyś koleżankę, której siostra była totalnym ekologicznym freakiem. I powiedziała kiedyś takie zdanie, które zapadło mi w pamięć:

„Nie nakładaj na ciało nic, czego byś nie zjadła” – Skoro całe nasze ciało jest jednym, wspólnym systemem i cała nasza skóra odpowiada za oczyszczanie tego systemu, to czy nie robimy sobie krzywdy, nakładając na ciało ten obłędnie pachnący balsam o zapachu pysznego deseru? Niby pachnie cudownie, a zawiera silikon, który zapycha pory i konserwanty, które powodują raka, ale wolimy nie wiedzieć, nie interesować się, bo Antyweszka znowu dołuje i smęci (co mi tu będziesz dyrdymalić, że mam wszystkie kosmetyki wywalić?).

Wosk pszczeli

Gdy zainteresowałam się tym tematem, podczas szukania składników do mojego naturalnego dezodorantu (po dwóch tygodniach „oczyszczania” wreszcie super działa!), jakież było moje zdziwienie, że nie tylko ałun, to naturalna ściema, ale na wosku pszczelim można naściemniać dokładnie tak samo. Waaat? Otóż tak. Syntetyczny wosk pszczeli istnieje, ma się dobrze i wcale nie musimy wiedzieć co to. Jest równie popularny, co sztuczny miód i podobnie jak parafina, uzyskuje się go z ropy naftowej. Większość świec, które wyglądają jak naturalne, jest wykonana właśnie ze sztucznego wosku, doprawionego barwnikiem i aromatem miodu (Argh… Czy istnieje chociaż jeden naturalny produkt, którego się nie podrabia, oczywiście nic nikomu nie mówiąc?). Ręce opadają…

Balsam do ust DIY

Słusznie możecie kojarzyć, że balsam do ust już był na blogu. Z tą różnicą, że tamten był produktem ubocznym otrzymywania syropu kokosowego do kawy, oraz domowego bounty (to było takie dobre, że muszę to koniecznie powtórzyć). Niestety mój balsam miał dwie wady – niską trwałość (i chodzi nie tylko o datę ważności, ale też o szybkie „zjadanie się”), oraz… zawartość cukru – cukier sprzyja złuszczaniu naskórka, co zamieniało balsam w peeling do ust.

Na szczęście, pozbycie się tych dwóch mankamentów, okazało się bardzo proste i w kilka chwil uzyskałam przyjemne, masełkowate cudeńko.

Wykorzystałam opakowania po starych pomadkach, oraz balsamie, którego smaku nie mogłam znieść. Podobne znajdziecie w każdej drogerii, która oferuje pojemniczki na kosmetyki.

Nawet nie będę Wam robić listy składników, bo są tu tylko dwa – olej kokosowy (3-4 łyżeczki, koniecznie organiczny, nierafinowany, żeby nasz balsam pięknie pachniał), oraz wosk pszczeli (1-2 łyżeczki).

Rozpuszczamy wszystko w małym słoiczku (w kąpieli wodnej, czyli w większym garnku z wodą), a po rozpuszczeniu, wlewamy do pojemniczków (oczywiście pamiętamy, żeby zbiorniczek znajdował się na samym dole spiralki).

Wstawiamy pojemniczki do lodówki, aby szybciej zastygły, a zabawę w producenta kosmetyków możemy oczywiście kontynuować.  Jeśli nasze pomadki zrobiły się wklęsłe – wysuwamy trochę i ścinamy nierówności nożem. A jeśli konsystencja nie jest zadowalająca, usuwamy mazidło z opakowania i roztapiamy od nowa, dodając składnik, którego jest za mało (jeśli pomadka jest zbyt mazista – dodajemy trochę wosku, jeśli za twarda i z trudem się rozsmarowuje – trochę oleju).

Olej kokosowy ma działanie pielęgnacyjne, antybakteryjne, ochronne, a wosk nie tylko zapobiega szybkiemu „zjadaniu się” kosmetyku, ale też działa jak naturalny konserwant, sprawiając, że możemy używać naszego balsamu, tak długo jak tych wszystkich produktów z parabenami (termin ważności pełnowartościowego wosku pszczelego, to około 1 rok, ale to wcale nie oznacza, że potem się zepsuje – produkty pszczele znaleziono w piramidach, więc o datę raczej się nie martwcie).

Z podanych składników otrzymamy trzy pojemniczki mazidła.

Zimowy krem do rąk w sztyfcie

Jak w tytule – mazidło stosujemy nie tylko na usta, ale również na te biedne, spierzchnięte od mrozów dłonie. Forma sztyftu jest bardzo wygodna (jeździmy sobie po spierzchniętych partiach), ulga szybka, a odzyskanie miękkich dłoni – bezcenne (mam na myśli np delikatny wierzch dłoni i obszar przy nadgarstkach). A z resztą sami zobaczycie i może nawet mi podziękujecie.

Buziaki :*

Antyweszka
antywieszak@gmail.com

Ja tu jestem małym drzewkiem, a to są moje małe owoce... Jeśli są przeciętne lub złe, po prostu je tu zostaw... Ale jeśli są dobre i inspirujące, proszę podaj je dalej, abym mogła rosnąć i przynosić Ci coraz lepsze <3 "Nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa, tylko Ten, który daje wzrost - Bóg" /1Kor.3.7

10 komentarzy
  • Marta
    Posted at 12:34h, 28 stycznia Odpowiedz

    Naturalnych kosmetyków nigdy za wiele, a taki balsam do ust zawsze mam pod ręką i nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej 😀

  • Joanna
    Posted at 22:25h, 14 stycznia Odpowiedz

    Kochana Antyweszko,poprosimy balsam do ciała…!:))

    • Antywieszakowa
      Posted at 09:49h, 15 stycznia Odpowiedz

      U mnie woda z octem jabłkowym działa takie cuda, że nie potrzebuję balsamu 😉 Skóra jest gładka jak po peelingu i ma prawidłowe, kwasowe pH 😉

  • Agnieszczyna
    Posted at 19:31h, 13 stycznia Odpowiedz

    Jeśli chodzi o mnie to olej kokosowy niestety, ale też działa wysuszająco – przede wszystkim na usta. Mimo szczerych chęci nie mogę stosować go inaczej jak tylko dodatek w kuchni 🙂

    • Antywieszakowa
      Posted at 09:44h, 15 stycznia Odpowiedz

      Gdybyś napisała „z woskiem pszczelim”, ten komentarz miałby sens 😉

  • Mon
    Posted at 16:35h, 13 stycznia Odpowiedz

    Też uwielbiam balsamy własnej roboty, ja dodaję jeszcze masło shea (super na suche dłonie!!) oraz ampułkę z wit E.

  • Sylwia
    Posted at 12:21h, 13 stycznia Odpowiedz

    Jakby dodać cukier trzcinowy to można z tego zrobić pomadkę-peelinga la sylveco

    • Antywieszakowa
      Posted at 15:13h, 13 stycznia Odpowiedz

      Dokładnie tak! 🙂

  • Kurka
    Posted at 11:46h, 13 stycznia Odpowiedz

    Z tym olejem kokosowym to trzeba uważać, bo potrafi wyrządzić straszną krzywdę. Zrobiłam maść dla brata cierpiącego na AZS i zamiast mu pomóc, było gorzej. Potem się dowiedziałam, że jeśli w jakims kosmetyku (np w mydle, kremie, balsamie) jest powyżej 30% oleju kokosowego, to może wysuszać. Także nie dla każdego. 🙁 Ale sztyfty wydają się spoko. 🙂

    • Antywieszakowa
      Posted at 15:22h, 13 stycznia Odpowiedz

      A dodawałaś do tego kremu wosk pszczeli lub carnauba? Krótko testuję ten produkt, ale naprawdę ulga jest zauważalna 😉

Post A Comment